
Wywiad z Eweliną Zoń
Trenerem - koordynatorem w ośrodku szkoleniowym „Rancho Kozerki”, wielokrotną finalistką Mistrzostw PLWiR w konkurencji trail, western pleasure i reining
EM: Parę słów o sobie, czym się na co dzień zajmujesz?
EZ: Na co dzień trenuję konie i ludzi, to znaczy zwiększam umiejętności koni westernowych i staram się, aby ich właściciele potrafili wykorzystać ich wiedze i pokazać na zawodach wspólne umiejętności.
EM:Czy konie to twój zawód? Od kiedy profesjonalnie zajmujesz się jeździectwem?
EZ: Tak, praca z końmi to mój zawód. Profesjonalnie zajmuję się jeździectwem od 5 lat. Już pod koniec studiów zaczęłam na własną rękę pracować z końmi.
EM:Na kim się wzorowałaś w pierwszych latach nauki jazdy w stylu western? Czy taki utytułowany zawodnik i szkoleniowiec jak Ty nadal musi sięgać po rady trenerów?
EZ: Pierwszymi moimi nauczycielami byli Aleks Jarmuła i Wojtek Adamczyk. Gdyby nie ich pomoc i szkolenie, nie znalazłabym swojego miejsca w stylu western.
Każdy zawodnik czy szkoleniowiec często powinien konsultować się z różnymi trenerami, bo przecież pojawiają się nowe trendy w jeździectwie i należy ustawicznie podwyższać poziom swoich umiejętności oraz zdobywać nowe doświadczenia.
EM: Ile godzin tygodniowo spędzasz pracując z końmi? Czy zajmujesz się również szkoleniem ich właścicieli?
EZ: Praca z końmi zajmuje mi dużo, bardzo dużo czasu. Bardzo ciężko zliczyć te godziny. Czasem jest to 5godz dziennie, a czasem 14. Jak pracuję z koniem to czas przestaje mieć dla mnie znaczenie, każdej parze właściciel-koń staram się poświęcić tyle czasu ile jest konieczne. Nawet bardzo dobrze wyszkolony koń nie stanie się automatem wykonującym polecenia (jak samochód) dlatego każdego właściciela muszę nauczyć współpracy z jego rumakiem. Inaczej nie można oczekiwać pozytywnych efektów.
EM: Na co zwracasz największa uwagę w trakcie treningów z jeźdźcami i końmi.
EZ: Największą uwagę zwracam na porozumienie pomiędzy koniem a jeźdźcem. Sygnały powinny być przekazywane jak najprościej, jak najczytelniej dla konia. Dużą wagę przywiązuję również do prawidłowej oceny możliwości fizycznych i psychicznych konkretnej pary. Wymagania nie mogą być zbyt duże by nie zrazić do współpracy konia czy jeźdźca. Nie każde zwierzę czy człowiek są w stanie wykonać zadania na poziomie Mistrza Świata. Dużą rolę odgrywają ich talenty i predyspozycje. Staram się zawsze o tym pamiętać.
EM: Sama nadal czynnie startujesz w zawodach. Jak udaje się znaleźć czas i siły na własny trening?
EZ: Ten czas po prostu musi się znaleźć (śmiech). To ogromna frajda i olbrzymia przyjemność pokazać publiczności efekty własnej pracy z koniem.
EM: Wiele osób kojarzy Cię z gniado-srokatym koniem o przepięknej, bujnej grzywie. Powiesz nam coś więcej o Apaczu?
EZ: Apacz to bardzo sympatyczny, kolorowy rumak z wybujałą fantazja i zaskakującym poczuciem humoru. To koń, na którym rozpoczęłam swoją karierę w konkurencjach western. Zawdzięczam mu zdobycie pierwszych doświadczeń związanych z uczestniczeniem w zawodach.
Z Apaczem spotkałam się przed laty w Starych Żukowicach. Był wtedy prywatnym koniem, z którym mogłam trenować. Z przyczyn mi nieznanych właściciel postanowił go sprzedać. Wtedy razem z moim przyjacielem Mariuszem podjęliśmy decyzje o jego kupnie. Tak stałam się współwłaścicielką Apacza i rozpoczęła się nasza wspólna przygoda. Apacz jeździł ze mną w różne miejsca, razem zdobywaliśmy doświadczenia i podnosiliśmy swoje umiejętności. Jest moim znakiem rozpoznawczym. Dzisiaj Apacz pełni w stajni funkcję konia-profesora. Ma wszystkie przeszkody trailowe w lewym kopycie (śmiech). Na nim przyszli zawodnicy mają możliwość zweryfikowania wyobrażenia o swoim prawidłowym dosiadzie i używaniu łydek podczas jazdy.
A jego grzywa? Do grzywy Apacz ma więcej środków pielęgnujących niż niejedna dziewczyna. Przynajmniej raz w tygodniu przeplatam mu warkoczyki długości jednego metra. Do kąpieli grzywy używam szamponu i odżywki. Apacz w tym czasie potrafi się napuszyć jak w salonie fryzjerskim (śmiech) i tylko pokazuje: nie zapomnij mi przeczesać ogona!.
EM: Czy trail to konkurencja tylko dla początkujących jeźdźców western?
EZ: Konkurencja trail nie jest adresowana tylko dla początkujących jeźdźców western. Prawidłowy przejazd schematu jest zaprezentowaniem umiejętności jeźdźca i konia. Im są one wyższe tym bardziej perfekcyjny i dokładny będzie przejazd. Sam schemat traila nie musi być łatwy. Wymagać może od zawodnika i jego wierzchowca solidnego przygotowania i ścisłej współpracy. Bardzo ważna jest tutaj wyobraźnia samego jeźdźca i umiejętność rozplanowania w myśli poszczególnych etapów przejazdu. Wbrew pozorom same przeszkody w trailu nie odgrywają najważniejszej roli. Jedzie się przecież schemat, a nie pojedyncze przeszkody.
EM: Czy w tym sezonie również zobaczymy Ciebie na Apaczu? Konkurencja Super Horse wydaje się stworzona dla Was?
EZ: Podjęłam decyzję, że w tym sezonie nie będę startować na Apaczu. Może w przyszłym roku.... Apacz startował przez cztery lata pod rząd z bardzo dobrymi wynikami. Zasłużył na urlop. Później zobaczymy.
EM: Twoja podopieczna w zeszłym roku została Mistrzynią PLWiR w konkurencji trail. To Twoja koronna konkurencja. Jak się czuje mistrz ustępujący miejsca swojej uczennicy?
EZ: Czuje się bardzo dobrze. Widzę pozytywne efekty mojej pracy trenerskiej w konfrontacji z innymi startującymi na zawodach rangi Mistrzostw Polski. To już nie tylko ja i Apacz, ale również moje podopieczne zaczynają się poważnie liczyć w stawce o najwyższe trofea. To bardzo satysfakcjonuje mnie jako szkoleniowca i jako człowieka.
EM: Reining to bardzo prestiżowa konkurencja. Wiem, że już próbowałaś swoich sił w rywalizacji w tej konkurencji. Czy myślisz o dalszej przygodzie z reiningiem?
EZ: Jak najbardziej. Obecnie przygotowuję młodego ogiera do zawodów w tej konkurencji. W tym sezonie odbędzie się jego debiut jako konia reiningowego.
EM: Czy próbowałaś wcześniej swoich sil w skokach lub ujeżdżeniu? Co przekonało Cię do westernu?
EZ: Do stylu west przekonał mnie klimat stajni westernowych i pozytywne nastawienie zawodników startujących w konkurencjach western. Ujęła mnie również otwartość tych ludzi na nowych adeptów jeździectwa. Nadal uważam, że wśród zawodników konkurencji western w Polsce panuje zdrowa rywalizacja. Oby jak najdłużej.
Wcześniej próbowałam swoich sił zarówno w ujeżdżeniu jak i w skokach, ale nie wciągnęły mnie one tak jak western. Mówią „WEST THE BEST” i ja uważam, że tym jest w tym haśle dużo prawdy.
EM: Jak trafiłaś na Rancho Kozerki pod Warszawą? Co spowodowało, że opuściłaś swoją rodzinną Bielsko–Białą?
EZ: Opuściłam Bielsko-Białą, gdy dostałam się na Hodowlę Koni na Akademię Rolniczą w Lublinie. To był pierwszy krok. W trakcie studiów, wakacje spędzałam pracując w stajniach w całej Polsce. Parę lat jeździłam po kraju za „końską” pracą, aż na koniec trafiłam do Kozerek. Razem z właścicielem stajni w Kozerkach staramy się budować profesjonalny ośrodek szkolenia w konkurencjach western. Proces ten trwa.
EM: Czy trudno być kobietą – trenerem w profesjonalnym jeździectwie? Jak sobie radzisz z presją wyników na zawodach?
EZ: Czy trudno być kobietą-trenerem w jeździectwie? I tak i nie. Zawód ten wymaga poświęcenia olbrzymiej ilości czasu oraz bardzo dobrej kondycji fizycznej. Kobieta z natury nie ma tyle siły co mężczyzna. W tym znaczeniu kobiecie jest trudniej w tej profesji.
Jednak za kobietami przemawia większe wyczucie w pracy z końmi. Z reguły unikają one rozwiązań siłowych w relacjach z tymi zwierzętami, za wszelką cenę próbują je zrozumieć. Tak więc są zawsze jakieś „za” i „przeciw”.
Presja wyników zawsze jest i temu nie da się zaprzeczyć. Staram się znaleźć złoty środek i zawsze jechać tylko tak jak wyszkolony jest koń. Nawet jeśli to jest dużo poniżej poziomu jaki reprezentuje zawodnik z czołówki stawki w danej konkurencji. To nie jest proste, bo zawsze istnieje pokusa żeby walczyć ”do upadłego”.
EM: Członkowie PLWiR na ostatnim Walnym Zebraniu zdecydowali, że Liga powinna przekształcić się w klub sportowy, czyli jeszcze mocniej skręcić w stronę profesjonalnych zawodów jeździeckich. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
EZ: Uważam, że jest to bardzo dobra droga rozwoju tej organizacji. Może za jakiś czas, dzięki takiej polityce, jazda w stylu west przestanie być w naszym kraju postrzegana jako wygłupy gromady kowboi, a zacznie funkcjonować jako profesjonalny sport. Powstanie klubu sportowego oznaczać będzie podniesienie prestiżu zawodów western i wymusi na zawodnikach i szkoleniowcach ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji. Skutkiem takich działań będzie wzrost popularności jazdy konnej w tym stylu w naszym kraju.
EM: Co byś radziła „klasycznemu” jeźdźcowi chcącemu zacząć próbować swoich sił w westernie. Czy ma zdobytą do tej pory wiedzę zakopać głęboko w ogródku na wieczne czasy?
EZ: Dlaczego ma zdobytą do tej pory wiedze jeździecką porzucać w niepamięć? Zdobyte „klasyczne” wyczucie konia może wyłącznie pomóc w jeździe w stylu western. Każdemu „klasykowi” radziłabym, aby osobiście spróbował swoich sił na koniu przygotowanym w stylu western i niezależnie od tego czy mu się spodoba czy nie – i tak zdobędzie kolejne, ciekawe doświadczenia w jeździe konnej. Polecam, aby wiedzę z dziedziny western zdobywać na koniach do tego stylu przygotowanych i pod okiem instruktorów western. Można się wtedy z łatwością przekonać o co w tym wszystkim chodzi. Taka wiedza pozwoli na obiektywną ocenę stylu. Może wtedy przestanie funkcjonować w naszym światku jeździeckim tak wiele krzywdzących opinii na temat western, opartych na plotkach czy przypadkowych zdjęciach z zawodów.
EM: Ewelinko, dziękuję bardzo za przekazanie ciekawych informacji i spostrzeżeń. Życzę kolejnych sukcesów trenerskich i zawodniczych podczas rozpoczynającego się sezonu zawodów western. I jak najwięcej mistrzowskich laurów na jesieni!!!!!
EZ: Na co dzień trenuję konie i ludzi, to znaczy zwiększam umiejętności koni westernowych i staram się, aby ich właściciele potrafili wykorzystać ich wiedze i pokazać na zawodach wspólne umiejętności.
EM:Czy konie to twój zawód? Od kiedy profesjonalnie zajmujesz się jeździectwem?
EZ: Tak, praca z końmi to mój zawód. Profesjonalnie zajmuję się jeździectwem od 5 lat. Już pod koniec studiów zaczęłam na własną rękę pracować z końmi.
EM:Na kim się wzorowałaś w pierwszych latach nauki jazdy w stylu western? Czy taki utytułowany zawodnik i szkoleniowiec jak Ty nadal musi sięgać po rady trenerów?
EZ: Pierwszymi moimi nauczycielami byli Aleks Jarmuła i Wojtek Adamczyk. Gdyby nie ich pomoc i szkolenie, nie znalazłabym swojego miejsca w stylu western.
Każdy zawodnik czy szkoleniowiec często powinien konsultować się z różnymi trenerami, bo przecież pojawiają się nowe trendy w jeździectwie i należy ustawicznie podwyższać poziom swoich umiejętności oraz zdobywać nowe doświadczenia.
EM: Ile godzin tygodniowo spędzasz pracując z końmi? Czy zajmujesz się również szkoleniem ich właścicieli?
EZ: Praca z końmi zajmuje mi dużo, bardzo dużo czasu. Bardzo ciężko zliczyć te godziny. Czasem jest to 5godz dziennie, a czasem 14. Jak pracuję z koniem to czas przestaje mieć dla mnie znaczenie, każdej parze właściciel-koń staram się poświęcić tyle czasu ile jest konieczne. Nawet bardzo dobrze wyszkolony koń nie stanie się automatem wykonującym polecenia (jak samochód) dlatego każdego właściciela muszę nauczyć współpracy z jego rumakiem. Inaczej nie można oczekiwać pozytywnych efektów.
EM: Na co zwracasz największa uwagę w trakcie treningów z jeźdźcami i końmi.
EZ: Największą uwagę zwracam na porozumienie pomiędzy koniem a jeźdźcem. Sygnały powinny być przekazywane jak najprościej, jak najczytelniej dla konia. Dużą wagę przywiązuję również do prawidłowej oceny możliwości fizycznych i psychicznych konkretnej pary. Wymagania nie mogą być zbyt duże by nie zrazić do współpracy konia czy jeźdźca. Nie każde zwierzę czy człowiek są w stanie wykonać zadania na poziomie Mistrza Świata. Dużą rolę odgrywają ich talenty i predyspozycje. Staram się zawsze o tym pamiętać.
EM: Sama nadal czynnie startujesz w zawodach. Jak udaje się znaleźć czas i siły na własny trening?
EZ: Ten czas po prostu musi się znaleźć (śmiech). To ogromna frajda i olbrzymia przyjemność pokazać publiczności efekty własnej pracy z koniem.
EM: Wiele osób kojarzy Cię z gniado-srokatym koniem o przepięknej, bujnej grzywie. Powiesz nam coś więcej o Apaczu?
EZ: Apacz to bardzo sympatyczny, kolorowy rumak z wybujałą fantazja i zaskakującym poczuciem humoru. To koń, na którym rozpoczęłam swoją karierę w konkurencjach western. Zawdzięczam mu zdobycie pierwszych doświadczeń związanych z uczestniczeniem w zawodach.
Z Apaczem spotkałam się przed laty w Starych Żukowicach. Był wtedy prywatnym koniem, z którym mogłam trenować. Z przyczyn mi nieznanych właściciel postanowił go sprzedać. Wtedy razem z moim przyjacielem Mariuszem podjęliśmy decyzje o jego kupnie. Tak stałam się współwłaścicielką Apacza i rozpoczęła się nasza wspólna przygoda. Apacz jeździł ze mną w różne miejsca, razem zdobywaliśmy doświadczenia i podnosiliśmy swoje umiejętności. Jest moim znakiem rozpoznawczym. Dzisiaj Apacz pełni w stajni funkcję konia-profesora. Ma wszystkie przeszkody trailowe w lewym kopycie (śmiech). Na nim przyszli zawodnicy mają możliwość zweryfikowania wyobrażenia o swoim prawidłowym dosiadzie i używaniu łydek podczas jazdy.
A jego grzywa? Do grzywy Apacz ma więcej środków pielęgnujących niż niejedna dziewczyna. Przynajmniej raz w tygodniu przeplatam mu warkoczyki długości jednego metra. Do kąpieli grzywy używam szamponu i odżywki. Apacz w tym czasie potrafi się napuszyć jak w salonie fryzjerskim (śmiech) i tylko pokazuje: nie zapomnij mi przeczesać ogona!.
EM: Czy trail to konkurencja tylko dla początkujących jeźdźców western?
EZ: Konkurencja trail nie jest adresowana tylko dla początkujących jeźdźców western. Prawidłowy przejazd schematu jest zaprezentowaniem umiejętności jeźdźca i konia. Im są one wyższe tym bardziej perfekcyjny i dokładny będzie przejazd. Sam schemat traila nie musi być łatwy. Wymagać może od zawodnika i jego wierzchowca solidnego przygotowania i ścisłej współpracy. Bardzo ważna jest tutaj wyobraźnia samego jeźdźca i umiejętność rozplanowania w myśli poszczególnych etapów przejazdu. Wbrew pozorom same przeszkody w trailu nie odgrywają najważniejszej roli. Jedzie się przecież schemat, a nie pojedyncze przeszkody.
EM: Czy w tym sezonie również zobaczymy Ciebie na Apaczu? Konkurencja Super Horse wydaje się stworzona dla Was?
EZ: Podjęłam decyzję, że w tym sezonie nie będę startować na Apaczu. Może w przyszłym roku.... Apacz startował przez cztery lata pod rząd z bardzo dobrymi wynikami. Zasłużył na urlop. Później zobaczymy.
EM: Twoja podopieczna w zeszłym roku została Mistrzynią PLWiR w konkurencji trail. To Twoja koronna konkurencja. Jak się czuje mistrz ustępujący miejsca swojej uczennicy?
EZ: Czuje się bardzo dobrze. Widzę pozytywne efekty mojej pracy trenerskiej w konfrontacji z innymi startującymi na zawodach rangi Mistrzostw Polski. To już nie tylko ja i Apacz, ale również moje podopieczne zaczynają się poważnie liczyć w stawce o najwyższe trofea. To bardzo satysfakcjonuje mnie jako szkoleniowca i jako człowieka.
EM: Reining to bardzo prestiżowa konkurencja. Wiem, że już próbowałaś swoich sił w rywalizacji w tej konkurencji. Czy myślisz o dalszej przygodzie z reiningiem?
EZ: Jak najbardziej. Obecnie przygotowuję młodego ogiera do zawodów w tej konkurencji. W tym sezonie odbędzie się jego debiut jako konia reiningowego.
EM: Czy próbowałaś wcześniej swoich sil w skokach lub ujeżdżeniu? Co przekonało Cię do westernu?
EZ: Do stylu west przekonał mnie klimat stajni westernowych i pozytywne nastawienie zawodników startujących w konkurencjach western. Ujęła mnie również otwartość tych ludzi na nowych adeptów jeździectwa. Nadal uważam, że wśród zawodników konkurencji western w Polsce panuje zdrowa rywalizacja. Oby jak najdłużej.
Wcześniej próbowałam swoich sił zarówno w ujeżdżeniu jak i w skokach, ale nie wciągnęły mnie one tak jak western. Mówią „WEST THE BEST” i ja uważam, że tym jest w tym haśle dużo prawdy.
EM: Jak trafiłaś na Rancho Kozerki pod Warszawą? Co spowodowało, że opuściłaś swoją rodzinną Bielsko–Białą?
EZ: Opuściłam Bielsko-Białą, gdy dostałam się na Hodowlę Koni na Akademię Rolniczą w Lublinie. To był pierwszy krok. W trakcie studiów, wakacje spędzałam pracując w stajniach w całej Polsce. Parę lat jeździłam po kraju za „końską” pracą, aż na koniec trafiłam do Kozerek. Razem z właścicielem stajni w Kozerkach staramy się budować profesjonalny ośrodek szkolenia w konkurencjach western. Proces ten trwa.
EM: Czy trudno być kobietą – trenerem w profesjonalnym jeździectwie? Jak sobie radzisz z presją wyników na zawodach?
EZ: Czy trudno być kobietą-trenerem w jeździectwie? I tak i nie. Zawód ten wymaga poświęcenia olbrzymiej ilości czasu oraz bardzo dobrej kondycji fizycznej. Kobieta z natury nie ma tyle siły co mężczyzna. W tym znaczeniu kobiecie jest trudniej w tej profesji.
Jednak za kobietami przemawia większe wyczucie w pracy z końmi. Z reguły unikają one rozwiązań siłowych w relacjach z tymi zwierzętami, za wszelką cenę próbują je zrozumieć. Tak więc są zawsze jakieś „za” i „przeciw”.
Presja wyników zawsze jest i temu nie da się zaprzeczyć. Staram się znaleźć złoty środek i zawsze jechać tylko tak jak wyszkolony jest koń. Nawet jeśli to jest dużo poniżej poziomu jaki reprezentuje zawodnik z czołówki stawki w danej konkurencji. To nie jest proste, bo zawsze istnieje pokusa żeby walczyć ”do upadłego”.
EM: Członkowie PLWiR na ostatnim Walnym Zebraniu zdecydowali, że Liga powinna przekształcić się w klub sportowy, czyli jeszcze mocniej skręcić w stronę profesjonalnych zawodów jeździeckich. Jaka jest Twoja opinia na ten temat?
EZ: Uważam, że jest to bardzo dobra droga rozwoju tej organizacji. Może za jakiś czas, dzięki takiej polityce, jazda w stylu west przestanie być w naszym kraju postrzegana jako wygłupy gromady kowboi, a zacznie funkcjonować jako profesjonalny sport. Powstanie klubu sportowego oznaczać będzie podniesienie prestiżu zawodów western i wymusi na zawodnikach i szkoleniowcach ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji. Skutkiem takich działań będzie wzrost popularności jazdy konnej w tym stylu w naszym kraju.
EM: Co byś radziła „klasycznemu” jeźdźcowi chcącemu zacząć próbować swoich sił w westernie. Czy ma zdobytą do tej pory wiedzę zakopać głęboko w ogródku na wieczne czasy?
EZ: Dlaczego ma zdobytą do tej pory wiedze jeździecką porzucać w niepamięć? Zdobyte „klasyczne” wyczucie konia może wyłącznie pomóc w jeździe w stylu western. Każdemu „klasykowi” radziłabym, aby osobiście spróbował swoich sił na koniu przygotowanym w stylu western i niezależnie od tego czy mu się spodoba czy nie – i tak zdobędzie kolejne, ciekawe doświadczenia w jeździe konnej. Polecam, aby wiedzę z dziedziny western zdobywać na koniach do tego stylu przygotowanych i pod okiem instruktorów western. Można się wtedy z łatwością przekonać o co w tym wszystkim chodzi. Taka wiedza pozwoli na obiektywną ocenę stylu. Może wtedy przestanie funkcjonować w naszym światku jeździeckim tak wiele krzywdzących opinii na temat western, opartych na plotkach czy przypadkowych zdjęciach z zawodów.
EM: Ewelinko, dziękuję bardzo za przekazanie ciekawych informacji i spostrzeżeń. Życzę kolejnych sukcesów trenerskich i zawodniczych podczas rozpoczynającego się sezonu zawodów western. I jak najwięcej mistrzowskich laurów na jesieni!!!!!
Dodano: 2006-07-23 16:32:04
Komentarze
poniedziałek 24 lipca 2006, 12:51
Ciekawy i potrzebny wywiad. Jedna masła wątpliwość. Liga ma być chyba związkiem jeździeckim nie klubem.
poniedziałek 24 lipca 2006, 15:55
Jak miło poczytać ...dzieki Damo za wywiad.....Ewelinie pogratuluje ..."na żywca!!"
wtorek 25 lipca 2006, 10:18
Super rozmowa, widać , że Ewelina nic , a nic się nie zmieniła...ta sama "fajna kobitka"...pozdrawiam Ciebie Ewelinko i Mariusza "tak trzymać" i do zobaczenia.
Mirek Kustra
Mirek Kustra
Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników
klacz: CL SMOOTH N SILENT
cena: 9 000,00 zł
klacz: ARIKA CAMELOT
cena: 9 500,00 zł
ogier: Alamo
cena: 1 600,00 zł
wałach: WAPI CASHIN
cena: 15 000,00 zł
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08




