
Wkraczamy w dorosłość!
Wywiad z Piotrem M. Rudnickim, Prezesem Zarządu Polish Quarter Horse Association (PLQHA)
EM: Na początek poproszę o kilka słów o sobie.
PR: No nie wiem, czy to zainteresuje czytelników tego wywiadu… Mam 44 lata, wyrozumiałą żonę, która toleruje, przynajmniej na razie, moją końską pasję, trójkę dzieci, która w różnym stopniu podziela moją pasję i pracę zupełnie nie związaną ze wspomnianą pasją. Chociaż z tym ostatnim to może nie jest tak do końca, ponieważ moja firma jest także właścicielem dużego gospodarstwa rolnego na Mazurach, gdzie są konie, i związanego z nim klubu jeździeckiego odnoszącego duże sukcesy sportowe w ujeżdżeniu. Na co dzień mieszkam w Warszawie i tutaj w jednej z podstołecznych stajni realizuję swoje westernowe zainteresowania. Oczywiście jestem dumnym właścicielem quartera…
EM: Na ostatnim Walnym Zgromadzeniu członków PLQHA, które odbyło się w dniu 06.10.2007 r. zostałeś jednogłośnie wybrany na Prezesa Zarządu PLQHA na kolejną kadencję. To wspaniały dowód uznania dla Twoich dotychczasowych działań związanych z tworzeniem nowej organizacji jaką jest PLQHA. Jak odebrałeś ponowne powołanie na tak zaszczytną funkcję?
PR: To rzeczywiście duży zaszczyt, ale czasami mam wrażenie, że są osoby w naszym kraju, które lepiej nadawały by się na to stanowisko, ale nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności. Dlaczego? Pewnie z prozaicznego lenistwa. Bo kierowanie PLQHA to naprawdę duża odpowiedzialność i ciężka praca. Wiem to z doświadczenia pierwszej kadencji. No cóż padło na mnie i niech tak będzie. Jak mówią w wywiadach niektórzy nasi sportowcy – dam z siebie wszystko…
EM: Przed PLQHA trudny rok, w którym Zarząd i członkowie będą musieli zmierzyć się z nowymi zadaniami organizacyjnymi. Co, według Ciebie, czeka PLQHA w 2008 roku?
PR: Ano właśnie. Skończył się okres dziecięcy i wkraczamy w dorosłość. Organizacja musi dojrzeć do takiego poziomu, w którym będzie w stanie zapewnić swoim członkom konkretną pomoc i wsparcie. Z drugiej strony musimy wypracować efektywne metody promocji rasy American Quarter Horses w Polsce. Wreszcie z racji członkostwa w AQHA stoi przed nami wiele wymogów formalnych, które musimy spełnić wobec naszej „matki” z Teksasu. Jednak moim zdaniem, kluczową sprawą będzie aktywizacja członków. Bez tego trudno myśleć o rozwoju naszej organizacji, bo proszę pamiętać, że działamy wyłącznie społecznie, bez dużych pieniędzy, sponsorów, itd. Można więc parafrazować słynne powiedzenie, zresztą rodem z USA – Nie pytaj co organizacja może zrobić dla Ciebie, ale w pierwszej kolejności zastanów się, co Ty możesz zrobić dla organizacji.
EM: Jakie są cele na dalszą przyszłość PLQHA? Według Ciebie w jakim kierunku organizacja ta powinna zmierzać?
PR: Jak już wspomniałem zakończył się okres „rozruchu”. Musimy stać się organizacją profesjonalną. Po pierwsze, oznacza to profesjonalny serwis dla członków – pomoc w rejestracji, transferze własności i zakupie koni, w nabyciu członkostwa w AQHA i generalnie w kontaktach z centralą w Amarillo, a także usprawnienie wymiany informacji o stanie i kierunkach rozwoju hodowli. Po drugie, należy zadbać o profesjonalną promocję rasy w mediach, na imprezach jeździeckich i w środowisku rodzimych koniarzy, także tych „klasycznych”. Po trzecie, trzeba rozwiązać problem niedostatku trenerów jazdy w stylu western, zwłaszcza na poziomie podstawowym. Po czwarte, należy wypracować sposób przyciągnięcia do organizacji młodzieży i stworzyć dla nich atrakcyjny program. Po piąte, warto zadbać o nowych sympatyków ze środowiska tzw. jeźdźców klasycznych, być może oferując także konkurencje angielskie na quarterach. Po piąte, trzeba utrzymać dwie imprezy jeździeckie rangi AQHA Approved Show rocznie i do tego najlepiej we współpracy z innymi organizacjami western riding działającymi w Polsce. Po szóste, należy zadbać o zwiększenie liczby koni rasy AQH startujących w konkurencjach innych niż reining i nie zapomnieć o halter. Po siódme, konieczne jest nawiązanie kontaktów z PZHK w sprawie paszportów dla koni. Po ósme, musimy zintensyfikować współpracę z zagranicą, a zwłaszcza z AQHA, także w zakresie organizacji specjalistycznych szkoleń i seminariów. Po dziewiąte… Tak można jeszcze długo. Plany są więc ambitne. Nie ma co ukrywać, że w 2008 r. na pewno wszystkiego nie uda nam się zrealizować, ale nawet wykonanie 50% planu to i tak będzie ogromny sukces.
EM: Co oznacza w praktyce status PLQHA jako organizacji afiliowanej przez AQHA?
PR: To przede wszystkim wsparcie ze strony największej organizacji hodowlanej na świecie. Trzeba pamiętać, że w księgach hodowlanych AQHA zarejestrowanych jest prawie 3,5 mln koni. To potęga, z którą nie może równać się żadna inna organizacja hodowców koni na świecie. Dzięki przynależności do AQHA możemy korzystać z jej wszechstronnej pomocy i doświadczenia. Trochę konkretów – mamy przyznany roczny budżet, możemy organizować obozy szkoleniowe współfinansowane przez AQHA, korzystać z materiałów informacyjnych i edukacyjnych, uczestniczyć we wszystkich programach hodowlanych i imprezach jeździeckich organizowanych przez AQHA, z Mistrzostwami Świata włącznie, ale przede wszystkim mamy możliwość zwracania się do centrali z wszystkimi problemami dotyczącymi hodowli i użytkowania koni rasy AQH. To tylko część korzyści. Pytanie tylko, czy będziemy potrafili z tego skorzystać.
EM: Czy przewidujesz współpracę PLQHA z innymi organizacjami zajmującymi się promocją western w naszym kraju?
PR: Bardzo mi na takiej współpracy zależy. Jesteśmy na siebie skazani. Wielu naszych członków jest jednocześnie zrzeszonych w innych organizacjach western riding. W interesie wszystkich promotorów westu w Polsce jest jak najściślejsza współpraca. Możemy znakomicie się uzupełniać i wspierać. Muszę dodać, że jedną z pierwszych inicjatyw, którą podjąłem zaraz po wyborze na Prezesa Zarządu PLQHA było przesłanie listu intencyjnego w sprawie nawiązania współpracy i zorganizowania wspólnych zawodów, skierowanego do jednej z takich organizacji. Niestety do dzisiaj nie doczekaliśmy się na odpowiedź. Nadal jednak mam nadzieję, że do takiej współpracy dojdzie, dlatego nie chcę wymieniać na razie nazwy adresata listu.
EM: Za nami pierwsza edycja Mistrzostw Polski American Quarter Horses. Emocje już opadły. Można pokusić się o małe podsumowanie. Co uważasz za sukces, a co za porażkę tych Mistrzostw? Jakie wnioski należy wyciągnąć z nich na przyszłość?
PR: Wydaje mi się, że zawody były udane. Do rywalizacji stanęło prawie 40 quarterów, co jak na nasze warunki należy uznać za sukces. Szczególnie cieszy mnie dobra i liczna obsada w klasach hodowlanych (halter). To dobrze wróży na przyszłość. Organizacja imprezy również została dobrze oceniona przez uczestników, co nie znaczy, że nie było niedociągnięć, a nawet kilku „wpadek”. Wynikały one głównie z niedostatecznej znajomości przepisów AQHA wśród zawodników, właścicieli koni i oczywiście organizatorów, w tym mojej skromnej osoby. No cóż, wszyscy się uczymy… Następnym razem na pewno będzie lepiej. Najważniejsze, że te drobne uchybienia nie wpłynęły na generalnie pozytywną ocenę Mistrzostw. Zwłaszcza, że znakomicie sprawdził się ośrodek, w którym odbywała się impreza, czyli Roleski Ranch w Starych Żukowicach koło Tarnowa. Uważam także, że poziom sportowy zawodów, zwłaszcza w konkurencjach reining był bardzo wysoki. Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do sędziowania, oprawy muzycznej, nagród, itd. Największy niedosyt, przynajmniej dla mnie, to słaba obsada niektórych konkurencji, poza wspomnianym już reiningiem i klasami halter. Mam na myśli przede wszystkim western pleasure i trail. Wystartowali w nich wspaniali zawodnicy, ale niestety było ich niewielu. To duże wyzwanie na przyszłość.
EM: Co myślisz na temat rozwoju hodowli koni AQH w Polsce? Czego jeszcze brakuje, aby rasa ta stała się bardziej popularna wśród naszych rodzimych koniarzy?
PR: Hodowla AQH w naszym kraju rozwija się bardzo dynamicznie. Mamy już ok. 250 quarterów i liczba ta szybko rośnie. Oczywiście można utyskiwać nad jakością części materiału hodowlanego, ale moim zdaniem wcale nie jest źle i już w tej chwili możemy pochwalić się wspaniałymi quarterami. Wydaje mi się, i nie jest to tylko moja opinia, że rola rodzimej hodowli będzie stale rosła. Natomiast jeśli chodzi o import koni, to najlepsze byłoby sięganie do samych źródeł, czyli do USA. To kosztowana droga, ale tak postępowano w innych krajach w Europie i nie tylko. W mojej opinii nie musimy być skazani wyłącznie na zakup koni w Niemczech, Austrii, czy Czechach, gdzie nie ukrywajmy, niektóre linie hodowlane już się nieco „zestarzały”. Zachęcam, sięgnijmy po świeżą krew za Ocean.
Co do popularności rasy AQH w Polsce to z roku na rok jest coraz lepiej. Sam to odczuwam poprzez ilość telefonów kierowanych do naszej organizacji w sprawie kupna koni. Ludzie pytają o możliwość zakupu, ceny, cechy rasy, itd. Jest autentyczne zainteresowanie. Myślę, że o popularność rasy możemy być spokojni. Są jednak inne problemy i z nim i trzeba się zmierzyć. Jeden z najważniejszych to brak trenerów. Mam już konie i co dalej… Gdzie przygotować go do stylu western? I nie myślę tutaj o zawodach sportowych, ale przede wszystkim o tzw. rekreacji. Tu możemy już wkrótce natknąć się na prawdziwą barierę dla dalszego rozwoju hodowli i wzrostu populacji quarterów w Polsce.
EM: Czy masz pomysł na większą integrację środowiska hodowców koni AQH w naszym kraju? Czy taka integracja jest potrzebna?
PR: Z pewnością integracja i współpraca hodowców jest potrzebna i to w ich własnym interesie. Chociażby z powodu, o którym powiedziałem wcześniej – jest coraz więcej pytań, gdzie można kupić te wspaniałe, spokojne, rodzinne konie. Nieoceniona jest wymiana doświadczeń hodowlanych, pomoc przy organizacji stanowienia, wspólne zakupy koni, czy nasienia, wyjazdy do zagranicznych hodowców, bądź na zawody, szkolenia, itd. Mam nadzieję, że takim ośrodkiem integracyjnym stanie się właśnie Polish Quarter Horse Association. Ale na pewno nie będzie łatwo. Integrować jakiekolwiek środowisko w naszym kraju to duże wyzwanie.
EM: Czego byś życzył wszystkim miłośnikom koni rasy AQH w Polsce na zbliżający się rok 2008?
PR: Nie będę oryginalny, ale za to szczery. Wszystkim hodowcom życzę jak najwspanialszych koni i dalszego zapału do pracy, trenerom cierpliwości i zdolnych podopiecznych, zawodnikom samych udanych startów, miłośnikom rasy możliwości jak najczęstszego obcowania z tymi wspaniałymi, pięknymi końmi, a tym którzy jeszcze swojego ulubieńca nie mają życzę, aby w 2008 r. dołączyli do grona szczęśliwych właścicieli quartera.
EM: Piotrze dziękuję bardzo za ciekawe wypowiedzi. Ze swej strony życzę Prezesowi Zarządu PLQHA, aby jego plany i zamierzenia spełniły się w jak największym procencie. Dla dobra wszystkich członków PLQHA i miłośników koni American Quarter Horse w Polsce.
PR: No nie wiem, czy to zainteresuje czytelników tego wywiadu… Mam 44 lata, wyrozumiałą żonę, która toleruje, przynajmniej na razie, moją końską pasję, trójkę dzieci, która w różnym stopniu podziela moją pasję i pracę zupełnie nie związaną ze wspomnianą pasją. Chociaż z tym ostatnim to może nie jest tak do końca, ponieważ moja firma jest także właścicielem dużego gospodarstwa rolnego na Mazurach, gdzie są konie, i związanego z nim klubu jeździeckiego odnoszącego duże sukcesy sportowe w ujeżdżeniu. Na co dzień mieszkam w Warszawie i tutaj w jednej z podstołecznych stajni realizuję swoje westernowe zainteresowania. Oczywiście jestem dumnym właścicielem quartera…
EM: Na ostatnim Walnym Zgromadzeniu członków PLQHA, które odbyło się w dniu 06.10.2007 r. zostałeś jednogłośnie wybrany na Prezesa Zarządu PLQHA na kolejną kadencję. To wspaniały dowód uznania dla Twoich dotychczasowych działań związanych z tworzeniem nowej organizacji jaką jest PLQHA. Jak odebrałeś ponowne powołanie na tak zaszczytną funkcję?
PR: To rzeczywiście duży zaszczyt, ale czasami mam wrażenie, że są osoby w naszym kraju, które lepiej nadawały by się na to stanowisko, ale nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności. Dlaczego? Pewnie z prozaicznego lenistwa. Bo kierowanie PLQHA to naprawdę duża odpowiedzialność i ciężka praca. Wiem to z doświadczenia pierwszej kadencji. No cóż padło na mnie i niech tak będzie. Jak mówią w wywiadach niektórzy nasi sportowcy – dam z siebie wszystko…
EM: Przed PLQHA trudny rok, w którym Zarząd i członkowie będą musieli zmierzyć się z nowymi zadaniami organizacyjnymi. Co, według Ciebie, czeka PLQHA w 2008 roku?
PR: Ano właśnie. Skończył się okres dziecięcy i wkraczamy w dorosłość. Organizacja musi dojrzeć do takiego poziomu, w którym będzie w stanie zapewnić swoim członkom konkretną pomoc i wsparcie. Z drugiej strony musimy wypracować efektywne metody promocji rasy American Quarter Horses w Polsce. Wreszcie z racji członkostwa w AQHA stoi przed nami wiele wymogów formalnych, które musimy spełnić wobec naszej „matki” z Teksasu. Jednak moim zdaniem, kluczową sprawą będzie aktywizacja członków. Bez tego trudno myśleć o rozwoju naszej organizacji, bo proszę pamiętać, że działamy wyłącznie społecznie, bez dużych pieniędzy, sponsorów, itd. Można więc parafrazować słynne powiedzenie, zresztą rodem z USA – Nie pytaj co organizacja może zrobić dla Ciebie, ale w pierwszej kolejności zastanów się, co Ty możesz zrobić dla organizacji.
EM: Jakie są cele na dalszą przyszłość PLQHA? Według Ciebie w jakim kierunku organizacja ta powinna zmierzać?
PR: Jak już wspomniałem zakończył się okres „rozruchu”. Musimy stać się organizacją profesjonalną. Po pierwsze, oznacza to profesjonalny serwis dla członków – pomoc w rejestracji, transferze własności i zakupie koni, w nabyciu członkostwa w AQHA i generalnie w kontaktach z centralą w Amarillo, a także usprawnienie wymiany informacji o stanie i kierunkach rozwoju hodowli. Po drugie, należy zadbać o profesjonalną promocję rasy w mediach, na imprezach jeździeckich i w środowisku rodzimych koniarzy, także tych „klasycznych”. Po trzecie, trzeba rozwiązać problem niedostatku trenerów jazdy w stylu western, zwłaszcza na poziomie podstawowym. Po czwarte, należy wypracować sposób przyciągnięcia do organizacji młodzieży i stworzyć dla nich atrakcyjny program. Po piąte, warto zadbać o nowych sympatyków ze środowiska tzw. jeźdźców klasycznych, być może oferując także konkurencje angielskie na quarterach. Po piąte, trzeba utrzymać dwie imprezy jeździeckie rangi AQHA Approved Show rocznie i do tego najlepiej we współpracy z innymi organizacjami western riding działającymi w Polsce. Po szóste, należy zadbać o zwiększenie liczby koni rasy AQH startujących w konkurencjach innych niż reining i nie zapomnieć o halter. Po siódme, konieczne jest nawiązanie kontaktów z PZHK w sprawie paszportów dla koni. Po ósme, musimy zintensyfikować współpracę z zagranicą, a zwłaszcza z AQHA, także w zakresie organizacji specjalistycznych szkoleń i seminariów. Po dziewiąte… Tak można jeszcze długo. Plany są więc ambitne. Nie ma co ukrywać, że w 2008 r. na pewno wszystkiego nie uda nam się zrealizować, ale nawet wykonanie 50% planu to i tak będzie ogromny sukces.
EM: Co oznacza w praktyce status PLQHA jako organizacji afiliowanej przez AQHA?
PR: To przede wszystkim wsparcie ze strony największej organizacji hodowlanej na świecie. Trzeba pamiętać, że w księgach hodowlanych AQHA zarejestrowanych jest prawie 3,5 mln koni. To potęga, z którą nie może równać się żadna inna organizacja hodowców koni na świecie. Dzięki przynależności do AQHA możemy korzystać z jej wszechstronnej pomocy i doświadczenia. Trochę konkretów – mamy przyznany roczny budżet, możemy organizować obozy szkoleniowe współfinansowane przez AQHA, korzystać z materiałów informacyjnych i edukacyjnych, uczestniczyć we wszystkich programach hodowlanych i imprezach jeździeckich organizowanych przez AQHA, z Mistrzostwami Świata włącznie, ale przede wszystkim mamy możliwość zwracania się do centrali z wszystkimi problemami dotyczącymi hodowli i użytkowania koni rasy AQH. To tylko część korzyści. Pytanie tylko, czy będziemy potrafili z tego skorzystać.
EM: Czy przewidujesz współpracę PLQHA z innymi organizacjami zajmującymi się promocją western w naszym kraju?
PR: Bardzo mi na takiej współpracy zależy. Jesteśmy na siebie skazani. Wielu naszych członków jest jednocześnie zrzeszonych w innych organizacjach western riding. W interesie wszystkich promotorów westu w Polsce jest jak najściślejsza współpraca. Możemy znakomicie się uzupełniać i wspierać. Muszę dodać, że jedną z pierwszych inicjatyw, którą podjąłem zaraz po wyborze na Prezesa Zarządu PLQHA było przesłanie listu intencyjnego w sprawie nawiązania współpracy i zorganizowania wspólnych zawodów, skierowanego do jednej z takich organizacji. Niestety do dzisiaj nie doczekaliśmy się na odpowiedź. Nadal jednak mam nadzieję, że do takiej współpracy dojdzie, dlatego nie chcę wymieniać na razie nazwy adresata listu.
EM: Za nami pierwsza edycja Mistrzostw Polski American Quarter Horses. Emocje już opadły. Można pokusić się o małe podsumowanie. Co uważasz za sukces, a co za porażkę tych Mistrzostw? Jakie wnioski należy wyciągnąć z nich na przyszłość?
PR: Wydaje mi się, że zawody były udane. Do rywalizacji stanęło prawie 40 quarterów, co jak na nasze warunki należy uznać za sukces. Szczególnie cieszy mnie dobra i liczna obsada w klasach hodowlanych (halter). To dobrze wróży na przyszłość. Organizacja imprezy również została dobrze oceniona przez uczestników, co nie znaczy, że nie było niedociągnięć, a nawet kilku „wpadek”. Wynikały one głównie z niedostatecznej znajomości przepisów AQHA wśród zawodników, właścicieli koni i oczywiście organizatorów, w tym mojej skromnej osoby. No cóż, wszyscy się uczymy… Następnym razem na pewno będzie lepiej. Najważniejsze, że te drobne uchybienia nie wpłynęły na generalnie pozytywną ocenę Mistrzostw. Zwłaszcza, że znakomicie sprawdził się ośrodek, w którym odbywała się impreza, czyli Roleski Ranch w Starych Żukowicach koło Tarnowa. Uważam także, że poziom sportowy zawodów, zwłaszcza w konkurencjach reining był bardzo wysoki. Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do sędziowania, oprawy muzycznej, nagród, itd. Największy niedosyt, przynajmniej dla mnie, to słaba obsada niektórych konkurencji, poza wspomnianym już reiningiem i klasami halter. Mam na myśli przede wszystkim western pleasure i trail. Wystartowali w nich wspaniali zawodnicy, ale niestety było ich niewielu. To duże wyzwanie na przyszłość.
EM: Co myślisz na temat rozwoju hodowli koni AQH w Polsce? Czego jeszcze brakuje, aby rasa ta stała się bardziej popularna wśród naszych rodzimych koniarzy?
PR: Hodowla AQH w naszym kraju rozwija się bardzo dynamicznie. Mamy już ok. 250 quarterów i liczba ta szybko rośnie. Oczywiście można utyskiwać nad jakością części materiału hodowlanego, ale moim zdaniem wcale nie jest źle i już w tej chwili możemy pochwalić się wspaniałymi quarterami. Wydaje mi się, i nie jest to tylko moja opinia, że rola rodzimej hodowli będzie stale rosła. Natomiast jeśli chodzi o import koni, to najlepsze byłoby sięganie do samych źródeł, czyli do USA. To kosztowana droga, ale tak postępowano w innych krajach w Europie i nie tylko. W mojej opinii nie musimy być skazani wyłącznie na zakup koni w Niemczech, Austrii, czy Czechach, gdzie nie ukrywajmy, niektóre linie hodowlane już się nieco „zestarzały”. Zachęcam, sięgnijmy po świeżą krew za Ocean.
Co do popularności rasy AQH w Polsce to z roku na rok jest coraz lepiej. Sam to odczuwam poprzez ilość telefonów kierowanych do naszej organizacji w sprawie kupna koni. Ludzie pytają o możliwość zakupu, ceny, cechy rasy, itd. Jest autentyczne zainteresowanie. Myślę, że o popularność rasy możemy być spokojni. Są jednak inne problemy i z nim i trzeba się zmierzyć. Jeden z najważniejszych to brak trenerów. Mam już konie i co dalej… Gdzie przygotować go do stylu western? I nie myślę tutaj o zawodach sportowych, ale przede wszystkim o tzw. rekreacji. Tu możemy już wkrótce natknąć się na prawdziwą barierę dla dalszego rozwoju hodowli i wzrostu populacji quarterów w Polsce.
EM: Czy masz pomysł na większą integrację środowiska hodowców koni AQH w naszym kraju? Czy taka integracja jest potrzebna?
PR: Z pewnością integracja i współpraca hodowców jest potrzebna i to w ich własnym interesie. Chociażby z powodu, o którym powiedziałem wcześniej – jest coraz więcej pytań, gdzie można kupić te wspaniałe, spokojne, rodzinne konie. Nieoceniona jest wymiana doświadczeń hodowlanych, pomoc przy organizacji stanowienia, wspólne zakupy koni, czy nasienia, wyjazdy do zagranicznych hodowców, bądź na zawody, szkolenia, itd. Mam nadzieję, że takim ośrodkiem integracyjnym stanie się właśnie Polish Quarter Horse Association. Ale na pewno nie będzie łatwo. Integrować jakiekolwiek środowisko w naszym kraju to duże wyzwanie.
EM: Czego byś życzył wszystkim miłośnikom koni rasy AQH w Polsce na zbliżający się rok 2008?
PR: Nie będę oryginalny, ale za to szczery. Wszystkim hodowcom życzę jak najwspanialszych koni i dalszego zapału do pracy, trenerom cierpliwości i zdolnych podopiecznych, zawodnikom samych udanych startów, miłośnikom rasy możliwości jak najczęstszego obcowania z tymi wspaniałymi, pięknymi końmi, a tym którzy jeszcze swojego ulubieńca nie mają życzę, aby w 2008 r. dołączyli do grona szczęśliwych właścicieli quartera.
EM: Piotrze dziękuję bardzo za ciekawe wypowiedzi. Ze swej strony życzę Prezesowi Zarządu PLQHA, aby jego plany i zamierzenia spełniły się w jak największym procencie. Dla dobra wszystkich członków PLQHA i miłośników koni American Quarter Horse w Polsce.
Dodano: 2007-10-17 11:06:11
Komentarze
sobota 20 października 2007, 02:22
Ty już i tak pomogłeś, ale trzymam Cię za słowo!
Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników
wałach: WAPI CASHIN
cena: 15 000,00 zł
ogier: KAFFE SIROCCO
cena: 5 500,00 zł
klacz: Pretty Blue Star RR
cena: 16 000,00 zł
klacz: Bacardi Pink
cena: do uzgodnienia
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08





Dzięki za kolejny wywiad!!
Piotrze
Wielkie uznanie za ogromny sukces...proszę o wiecej!..deklaruje pomoc!!
Pozdrawiam
Tatik