
Natruralny reining według Pata Pareliego i Craiga Johnsona
Tłumaczenie artykułu przywołanego przez Kasię Ellen na forum WWR
Przemieniając pracę w zabawę Craig Johnson I Pat Parelli eksperymentowali z metodami naturalnymi aby uzyskać efekty bez stosowana przemocy. Do tego dołączyli czynniki związane z jazdami w teren, także pracę z młodymi końmi. A wszystko z nastawieniem na przyjemność.
Lata wstecz, po obejrzeniu zmagania się Pata Parelliego z problematycznymi końmi, jego mentor Troy Henry powiedział Patowi, że nie ma on wystarczającego wyczucia do tego, aby nauczyć polną mysz wskakiwania do worka owsa. Henry uważał, że jeżeli Pat chciał zostać prawdziwym horseman’em, powinien zacząć zwracać większą uwagę na sposób myślenia i reagowania konia niż skupiać się na powielaniu błędów innych trenerów.
Henry osiągnął swój cel. Zawstydzony Parelli zaczął koncentrować się na rzeczywistych motywacjach koni oraz stosować psychologię ich zachowań, na korzyść swoją jak i zwierząt.
Dzisiaj Pat jest światowym liderem ruchu „natural horsemanship”. Aż do teraz ruch ten trzymał się z daleka od świata sportu konnego. Prawdopodobnie dlatego, że Pat nie stronił od stawiania zarzutów przemysłowi końskiemu, że zbytnio wykorzystuje młode konie, toleruje ostre wędzidła i ostre ostrogi w przypadkach, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.
Wielokrotny mistrz świata I dwukrotny mistrz NRHA Craig Johnson nie był zbytnio zaskoczony przesłaniem metod Pata. Craig uważa, że sztandarowy program Parelliego tzw. „Siedem gier” jest podstawą, której potrzebuje każdy koń. Johnson chce dodać do tej podstawy swoją „nadbudowę” - finezję potrzebną koniom sportowym z najwyższej półki.
Obecnie ci dwaj trenerzy pracują nad stworzeniem jeszcze lepszej recepty na prowadzenie treningu koni reiningowych, recepty która będzie łączyła w sobie naturalne podejście bez stosowania daleko idących kompromisów związanych z wymaganiami sportu.
W czasie jednotygodniowych klinik zorganizowanych w poprzednim lipcu na rancho Parelliego w Pagosa Springs w Kolorado, we dwóch wzajemnie dzielili się filozofią i technikami mającymi na celu wzmocnienie ufności u koni przejawiających z jednej strony spokój, z drugiej entuzjazm. Oczywiście krótki czas trwania klinik nie wyczerpał w całości założeń programu, ale przynajmniej pozwolił zorientować się uczestnikom w kierunku wspólnych zamierzeń trenerów.
Siedem gier
Chociaż większość reinerów spieszy się, aby jak najszybciej wsiąść w siodło, Parelli twierdzi, że o wiele więcej osiągnęliby oni poprzez stosowanie pracy z koniem z ziemi przez 10-15 min (lub więcej) przed wejściem na siodło. Zauważa on, że jeźdźcy często tracą najbardziej wydajną część treningu, dlatego że wolą przegalopować konia zamiast zapoznać go z nowym elementem. Według Parelliego konie, tak jak ludzie, uczą się najwięcej gdy są wypoczęte. Woli on utrzymać u konia naturalną energię i ciekawość zamiast starać się stępić jego zmysły. Więc zamiast przegalopowywać konia aż do zmęczenia, Parelli proponuje zastosować pracę z ziemi, jako sposób na niwelowanie przejawów nieposłuszeństwa na korzyść skupienia uwagi konia na prowadzącym.
W rzeczywistości Pat uważa pracę z ziemi jako zabawę z wyznaczonym celem. Podobnie jak każdy nauczyciel dzieci, stosuje on gry w celu umilenia koniom nauki. Zamierzeniem jest, aby koń zaczął myśleć zamiast reagować odruchowo. Nawet typowa praca w round-penie z nadpobudliwymi końmi w jedynym celu uwolnienia ich energii może paradoksalnie spowodować, że konie będą w efekcie spięte i gotowe do podjęcia walki – ostrzega Parelli.
Parelli wprowadził proste, opisowe nazwy poszczególnych etapów pracy z ziemi: Friendly Game , Porcupine Game, Driving Game, Yo-Yo Game, Circling Game, Sideways Game i Squeeze Game. Stosowane przez niego ćwiczenia mają na celu zbudowanie szacunku, wzajemnego zaufania i reaktywności pomiędzy koniem a człowiekiem.
Konie nie są jedyne, które osiągają korzyści z prowadzenia wspomnianych powyżej gier. Dla jeźdźców stosowanie gier często daje w efekcie lepsze zrozumienie mowy ciała konia, nacisku, ustępowania i poruszania się różnych części końskiego ciała. „Siedem gier” wpływa relaksująco na konie. Również pomaga im się skoncentrować na prowadzącym, a człowiekowi daje możliwość kontrolowania stanu psychiki konia oraz kształtować nastrój, reakcje oraz respekt u zwierzęcia. Według Parelliego „Siedem gier” na nowo zdefiniowało relacje pomiędzy człowiekiem a koniem, zmieniając je z relacji: drapieżca – zdobycz na relacje partnerskie. Żartuje on wspominając, jak sam był “profesjonalnym drapieżcą” kiedy występował publicznie jako trener, stosując przy tym taktyki zastraszenia. Drapieżcy, jak zauważa Parelli, nie starają się wypracować zaufania w stosunku do zdobyczy.
Świadectwem lepszych efektów osiągniętej przez stosowanie pracy z ziemi niech będzie przykład kilku koni biorących udział w klinice, które dzięki stosowaniu gier oraz osiągnięciu jedności z prowadzącym, były w stanie wykonać sliding stop’y, roll-back’i i inne manewry, przy wykonywaniu kłusa „at liberty” obok właścicieli.
Johnson także zauważył poprawę efektów swojego programu, po tym jak Bruce Logan, istruktor metod Parelliego, przebywał ponad rok na ranczu Craiga w Gainsville w Teksasie. Bruse stosował metodę „Siedmiu gier” w stosunku do wszystkich dwuletnich koni Craiga. Johnson odnotował, że dwulatki nie tylko są dzięki temu bardziej ufne i odczuwają większy respekt w stosunku do linki, ale także wykazują większy postęp w opanowywaniu podstawowych umiejętności, potrzebnych później do treningu reiningowego. Craig przyznaje, że pozytywną stroną tych metod jest zmniejszenie stresu zarówno fizycznego jak i psychicznego, również wzmocnienie u koni pozytywnych skojarzeń dotyczących startów w zawodach.
Problem „Micro-Managementu”
W ocenie „reinerów” konkurencja reining wymaga generalnie więcej niż tylko opanowanie nastroju konia. Typowe podejście jeźdźców nakazuje sądzić, że „koń myślący” oznacza dla nich wyłącznie kłopoty. Lepiej będzie, gdy koń podporządkuje się całkowicie jeźdźcowi, a ten ostatni będzie zarządzał każdym ruchem konia.
Problemem tego typu myślenia, według Craiga i Pata, jest to, że nie przewiduje ono miejsca na szacunek dla końskim talentów i inteligencji. Johnson i Parelli wolą podkreślić wspaniałą naturę koni poprzez podniesienie ich, w trakcie treningów, do roli partnerów człowieka.
Craig stara się celowo wzmacniać u swoich koni umiejętność wzięcia odpowiedzialności za postępy w treningu. Chciałby, aby konie swoim zachowaniem ułatwiały mu pracę. Im lepiej konie rozumieją czego się od nich wymaga, tym słabiej efekt przejazdów zależy od ścisłej kontroli przez jeźdźca wykonania każdego elementu manewru.
Weźmy pod uwagę te zalety. Nawet gdy jeździec przez moment jest zdekoncentrowany, koń wie co ma robić i jak to ma robić. Znacznie lepiej jest gdy zarówno koń jak i jeździec wiedzą co chcą osiągnąć i jak to mogą zrobić.
Johnson doskonale wie o tym, że najtrudniejszą sprawą dla wielu jeźdźców jest rezygnacja z tego swoistego „micro-managmentu”. Problem związany z „micro-mamgmentem” wiąże się przede wszystkim z tym, że koń nie uczy się brać odpowiedzialności za swoje działania. Jak tylko jeździec zaprzestaje wydawać polecenia, koń czuje się zagubiony w zaistniałej sytuacji. Gdy koń jest poddawany ciągłej kontroli, jego przejazdy tracą na płynności oraz na uroku. Przez to przejazdy nie osiągają najwyższych not w ocenach sędziów.
Siła naturalności
Craig bazuje w treningach na sprawdzonej zasadzie, że konie zdecydowanie powinny umieć doprowadzić do końca to, co się z nimi zaczęło cwiczyć. Przykładowo, jeżeli Johnson prosi młodegokonia, aby wykonał wolny galop po małym kole, oczekuje od konia utrzymania zadanego tempa galopu, aż do czasu gdy Craig wyda inne polecenie.
Oczywiście to zadanie w wykonaniu niedoświadczonych koni może odbiegać od oczekiwanego wzorca. Craig pozwala aby nieuniknione błędy ujawniły się zanim przejdzie z danym koniem do dalszych ćwiczeń i trudniejszych zadań. W konsekwencji Craig nie sprzeciwia się np. wpadaniu łopatek konia, ponieważ sprzeciw taki w młodym koniu wyrabiałby tylko poczucie zależności.
Błędy pojawiają się w trakcie procesu uczenia się konia lub człowieka. Kiedy koń popełnia jakiś błąd, Craig używa wodzy, nóg lub ciężaru ciała aby zmienić kierunek jego ruchu. W ten sposób pozostawia koniowi możliwość powtórzenia wykonania zadania. Przez takie działanie koń sam zaczyna odkrywać co jest złe a co dobre w jego zachowaniu, w związku z oczekiwaniami jeźdźca. Przez to koń przekonuje się, że system, stosowany względem niego, jest jak najbardziej „fair”. Gdy koń wychodzi na jazdę, powinien mieć świadomość, że jest w gruncie rzeczy pozostawiony samemu. I wszystko w porządku. Craig nazywa to „siłą natury”. Ponieważ nie stosuje on metod „szczegółowego zarządzania” zachowaniem konia, Johnson od razu widzi na czym zwierzę koncentruje swoją uwagę. Czy koń jest skupiony na wykonywanych kołach czy wyłącznie kombinuje jak uciec z areny? Czy zachowuje się jakby był sterowany autopilotem, czy raczej oczekuje sygnałów od ręki jeźdźca? Czy jest gotowy, aby samemu podjąć ciężar prowadzenia przejazdu lub czy usztywnia się albo próbuje się bronić przed stosowaniem pomocy przez człowieka?
Craig zauważa, że stan pyska konia łatwo daje nam pogląd co się dzieje z pozostałą częścią jego ciała. Gdy odczuwamy opór w pysku, oznacza to że koń jest usztywniony lub niewłaściwie ustawiony. Trzeba wtedy popracować nad rozluźnieniem ciała konia, które po pewnym czasie pozwoli uzyskać także miękkość w pysku.
Z czasem u konia wzmacnia się pewność siebie. Koń czuje się coraz bardziej bezpieczny w trakcie wykonywanej pracy. Konia cechuje pewność i spokój w trakcie występów. Wtedy możemy mówić o finezji takich przejazdów.
Aby myśleć o wzmocnieniu partnerskich relacji z koniem jeździec powinien rozwijać umiejętność własnej kontroli oraz dyscypliny, korygując konia gdy tylko jest to konieczne i tak długo jak jest to niezbędne.
W czasie kliniki słuchacze mieli możliwość sprawdzić powyższe teorie w praktyce. Poproszono ich na początku w trakcie wykonywania kół w kłusie lub galopie, aby trzymali ręce złożone jakby do modlitwy nad szyją koni ( z wodzami przełożonymi za nadgarstki). Korekcje mogły być robione wyłącznie przez przesunięcie ręki w prawo lub w lewo przy zachowaniu zasady, że ręka wraca do środka tak szybko jak tylko jest to możliwe.
Ponieważ jeźdźcy nie mogli przytrzymywać wodzy, prowadzenie konia uzależnione było wyłącznie od położenia ciała i stanu umysłu. Każdy z ćwiczących miał za zadanie myśleć „do przodu” i patrzeć do przodu ( za pomocą oczu, ramion, brzucha i nóg) oraz nauczyć ufać swojemu koniowi i wierzyć że będzie podążać w określonym przez jeźdźca kierunku. Ku zaskoczeniu wszystkie plastikowe krzesła użyte wówczas jako markery do znaczenia kół pozostały nietknięte przez przechodzące konie.
Punkt X w kołach
Teorię „siły natury” można odpowiednio zastosować przy nauce spinów. Także tutaj koń powinien „zakończyć” to co zadał mu jeździec. W przypadkach, gdy jeździec na siłę próbuje pchać, ciągnąć lub szturchać konia wodzami, próbując skłonić go do obrotu – wykonywany obrót jest niezmiernie wolny, niezręczny i ciężki.
Swobodny obrót wymaga, aby koń poruszał się z lekkością i był samo -zmotywowany. W takim razie przy nauce wykonywania spinów Craig postanowił wykorzystać proste ćwiczenie, które nazwał „ Punkt X w kołach”. Celem tego ćwiczenia jest skłonienie konia, aby przeniósł ciężar ciała na nogę, wokół której będzie się kręcić oraz aby sam wykonał obrót.
Na początek Johnson z koniem stępuje lub kłusuje, wykonując bardzo ciasne koła wokół abstrakcyjnego punktu X. Ma to na celu ustabilizowania kierunku i wzmocnienia ruchu konia do przodu. Następnie skłania konia do ruchu po spirali do wewnątrz, aby na koniec skłonić go do obrotu przodem wokół zadu w obranym wcześniej punkcie X.
Craig używa wodzy delikatnie w momencie rozpoczęcia wykonywania obrotu kierując wewnętrzną wodzą nos konia w kierunku obrotu. Następnie stosuje nacisk zewnętrzną wodzą na szyję konia, aby odpowiednio ustawić łopatki i przednią nogę konia.
W trakcie wykonywania lub inicjowania wykonywania jakiegokolwiek manewru, Craig traktuje wewnętrzną wodzę jako „wodzę mentalną” a zewnętrzną wodzę jako „wodzę fizyczną”. Oznacza to, że wodza wewnętrzna pokazuje kierunek, w którym koń powinien patrzeć, a zewnętrzna wodza wysyła fizycznie sygnały, jakiego kierunku ruchu oczekuje jeździec. Johnson pomaga sobie niekiedy delikatnie uderzając zewnętrzną nogą, jeżeli jest taka potrzeba.
Ważną rzeczą w ćwiczeniu pt. „Punkt X” jest to, aby jeździec pamiętał o zaprzestaniu stosowania nacisku, jak tylko koń rozpocznie wykonywanie obrotu. Na początku koń, po zaprzestaniu stosowania nacisku, zapewne będzie starać się iść do przodu lub odejść w bok. Nie jest to problem. Johnson w takich sytuacjach pozwala zwierzęciu przejść kilka kroków, obiera następnie nowy punkt X i ponownie próbuje skłonić konia do wykonania obrotu.
Johnson nie zadowala się sytuacją, gdy koń wykonuje obrót wokół własnej osi zamiast kręcić się na zadzie. W takim przypadku natychmiast rozpoczyna wykonanie z koniem obrotu jeszcze raz. W ten sposób koń rozumie, że łatwiej i wygodniej jest pilnowanie obrotu na zadzie niż przesuwanie zadu. Postępując w podobny sposób dochodzimy do sytuacji, w której realizowana jest zasada wykonania przez konia coraz bardziej skomplikowanych ewolucji przy coraz słabszym użyciu zachęcających sygnałów ze strony jeźdźca.
Gdy koń wykonuje obrót na zadzie, pozostając we właściwej pozycji, jeździec może przystąpić do zachęcenia zwierzaka do zwiększenia prędkości wykonywania zwrotu, poprzez cmokanie, wykonywanie kłusa do wewnątrz kół oraz poprzez stosowanie rytmicznego nacisku zewnętrzną nogą.
Craig przypomina, aby cały czas przyświecał nam cel: „jak najsłabiej zamiast jak najmocniej”. Przerzuca on w stosowanych metodach więcej odpowiedzialności na konia zamiast na człowieka. Konie Johnsona uczą się, że im dalej będą stawiać nogi w bok, tym szybciej będą poruszać się przy wykonywaniu zwrotu. Co jest zgodne z oczekiwaniami trenera.
Spiny z pomocą „carrot stick”
Studenci na kursach Parelliego mają do dyspozycji dodatkową pomoc, jaką jest „carrot stick” – sztywny pomarańczowy przyrząd o długości 4 stóp ( ok. 122 cm), podobny w wyglądzie do palcata używanego w dresażu. „Carrot stick” słuzy jako pomoc przy wysyłaniu sygnałów, ustawieniu i prowadzeniu konia. Jest przedłużeniem ciała jeźdźca. Pat podkreśla zawsze, że użycie „carrot stick” nie jest tożsame z użyciem palcata.
Przy właściwym zastosowaniu, przy nauce wykonywania spinów, „carrot stick” pomaga skłonić konia do przesunięcia przodu ciała wokół jego zadu. Działa w miejsce zewnętrznej wodzy bez konieczności zastosowania jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Oczywiście w pierwszej kolejności powinniśmy zapoznać konia z „carrot stick” - jako przyrządem, który nie powinien być źródłem strachu. Zgodnie z programem Pata, zapoznanie z „carrot stick” odnajdujemy w fazie „Friendly Game”.
Pat przypomina studentom, że przy nauce spinów jak i innych manewrów nie powinno się zapominać o fazach nacisku: 1, 2 i 4 : ( 1 faza nacisk za pomocą rąk, 2 faza nacisku za pomocą nóg, 4 faza nacisku za pomocą „carrot stick”). W przypadku jeżdżących w ostrogach, użycie ostrogi powinno być substytutem użycia „carrot stick”.
Efektywność wspomnianych zasad stosowania nacisku będzie zależeć od miejsca, gdzie ten nacisk został zastosowany oraz jak był stosowany. Czasami skuteczny jest jednostajny kontakt, innym razem przerywany (czasami do „carrot stick” doczepiany jest rzucający się w oczy gałganek lub plastikowa torebka, aby lepiej zmotywować ociężałego w ruchach konia).
Na wyższych poziomach kursu studenci Pata stosują cienkie paski plastikowe, podobne do tych stosowanych do wiązania toreb na śmieci. Używają ich do przywiązywania wodzy do wędzidła. Paski te służą do mierzenia ile powinno się stosować nacisku na konia. Gdy jeździec zbyt mocno pociągnie za wodze, paski pękają.
Pat zawsze interesuje się przyczynami rozerwania pasków. Zwykle argumenty podawane przez delikwenta wywołują dyskusję na temat co mógłby w swoim zachowaniu zmienić. Jest to bardzo skuteczna forma przypominania studentom o konieczności wysyłania zwierzęciu delikatnych sygnałów oraz poszukiwania innych sposobów osiągnięcia zamierzonych celów zamiast mocniejszego ciągnięcia za wodze.
Skrzynka z pytaniami
W każdym z patternów reiningowych największa ilość manewrów odbywa się na środku areny: zagalopowania, zmiany lotne, zmiany szybkości, zatrzymania, lewe spiny, prawe spiny. Jednak manewry te nie są wykonywane w tej samej sekwencji czy przy tej samej szybkości. Craig i Pat nazwali środek areny „Skrzynką z pytaniami” ( „Question box”)
W reiningu w centrum areny w głowie konia nie powinny jawić się pytania co będzie się działo dalej. Gdy jeździec nie uważa w trakcie przejazdu, „Skrzynka z pytaniami” staje się źródłem niepokoju zwierzęcia. Gdy wodze są gwałtownie zaciągane, ostrogi zbyt gwałtownie używane – środek areny zaczyna w umyśle konia rodzić negatywne skojarzenia.
Johnson podkreśla, że jeźdźcy, w trakcie stosowanych ćwiczeń, powinni skoncentrować się na zapewnieniu koniowi na środku areny poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Powinni stosować liczne zatrzymania oraz pozwalać swoim koniom zrelaksować się i zaczerpnąć powietrza.
Dobrze jest ćwiczyć spiny oraz zmiany lotne w galopie także w innych miejscach, co zapobiegać będzie na przyszłość antycypacji manewrów oraz zdenerwowaniu zwierzaka. Także na zawodach w trakcie przejazdu kiedy zawodnik jest zdenerwowany, wysyłane przez niego sygnały nie powinny wprowadzać konia w stan znurzenia lub zniechęcenia.
Crag zauważa, że najlepiej jest zwolnić lub przyspieszyć przed wjazdem lub po przejeździe przez obszar nazwanego „Skrzynką z pytaniami” , niż wysyłać zwierzęciu sygnały bezpośrednio w środku areny. Jest to dobry sposób, aby nauczyć konia zwracać szczególną uwagę na sygnały jeźdźca, gdy zbliża się do środka areny. Staramy się, aby przez czas przejazdu koń wysyłał do nas ustawiczne pytanie „co robimy dalej?”
Podobnie zawodnik powinien umieć zaplanować ruch wystarczająco naprzód, a w ten sposób móc pozytywnie i we właściwym czasie odpowiedzieć na pytania konia. Czy konkretny koń potrzebuje jedną ósmą czy jedną czwartą koła do całkowitego zwolnienia tempa?
Lotna zmiana nóg
W czasie kliniki studenci byli bardzo zainteresowani sposobami poprawienia wykonywania lotnych zmian w galopie. Zarówno Parelli jaki Johnson zgodzili się z tym, że lotna zmiana nóg jest znacznie większym problemem mentalnym dla jeźdźców niż fizycznym problemem dla przygotowanych atletycznie koni.
W celu zredukowania blokad w psychice ludzi, Pat posługuje się przykładem psa boksera, aby właściwie zobrazować słuchaczom prawidłową pracę nóg konia w trakcie galopu. Chcąc zrozumieć dynamikę zmiany nóg w galopie, warto bliżej przyjrzeć się jak pies przechodzi z lewej na prawą stronę i z powrotem gdy bawi się torebką. Najpierw delikatnie opuszcza się na tyle, łączy przednie łapy na chwilę, a dopiero później puszcza się do przodu rozpoczynając bieg z przeciwnej strony. Ustawienie ciała psa oraz jego utrzymanie odgrywa kolosalną rolę. Dzięki temu pies nie traci rytmu i za każdym razem dosięga torebki.
Podobnie jak bokser, koń wykonuje zmianę nogi kierunkowej w trakcie fazy lotu. Dlatego też przy lotnej zmianie jeźdźcy powinni cały czas starać się obciążać tył konia zamiast przechylać się do przodu. W ten sposób nie przeszkadzają zwierzęciu w zachowaniu równowagi oraz nie stają na przeszkodzie w odpowiednim podniesieniu przodu konia. Żeby uczniowie mogli lepiej zrozumieć o co chodzi w lotnych zmianach Parelli prosi ich, aby przeprowadzili konie galopem nad drągiem. Parelli demonstruje na przykładzie własnej klaczy jak konie naturalnie potrafią zmieniać nogi w galopie, gdy przeskakują nad niskimi obiektami. Warto także patrzeć, gdy Parelli prosi konie o zmianę nóg w galopie w trakcie pracy z nimi z ziemi, na 22- stopowej linie. Łatwiej wtedy jest uzyskać zmianę u koni nóg w galopie, gdy lina nie jest napięta.
Johnson podzielił się również swoimi wspomnieniami dotyczącymi wcześniejszych jego problemów z lotną zmianą nóg. Przed swoimi pierwszymi poważnymi zawodami był bardzo zestresowany koniecznością wykonania lotnej zmiany, z uwagi na wcześniejsze niepowodzenia w tym względzie. Postanowił po prostu zignorować obowiązek wykonania tego manewru. Miał nadzieje, że prześlizgnie się obok problemu. Jednak świadomość swoich ogromnych braków w powyższym temacie w porównaniu z dobrym wykonywaniem innych manewrów nie pozwoliła Craigowi spokojnie spać po nocach.
Dla własnego spokoju postanowił dokładnie rozpracować lotne zmiany nóg. I tego dokonał. Obecnie każdego dnia Jonson wykonuje na treningach lotne zmiany. Dzięki czemu nie są one dla niego problemem, a wręcz przeciwnie – cenną umiejetnością.
Craig i Pat przytaczają liczne rady, jak ulepszać wykonanie lotnych zmian nóg. Przede wszystkim lotne zmiany nóg powinny być traktowane przez nas podobnie, jak zwykłe zmiany w galopie, bez stosowania zbędnych zatrzymań. Najpierw warto upewnić się, że koń dobrze wykonuje zwykłe zmiany w galopie. Ważne, aby przez cały czas koń pozostawał miękki i przepuszczalny na wodzach oraz reagował z łatwością na pomoce. Jeżeli zwierzę pozostaje spięte, nie ma szans na uzyskanie od niego lotnej zmiany w galopie na nasze żądanie. Tak samo ważne jest, aby lotnych zmian w galopie nie łączyć ze zmianą kierunku. Dlatego też prosimy konia o wykonanie tego manewru wtedy tylko, gdy zwierzę galopuje wyprostowane. W takiej pozycji zmiana lotna jest dla niego łatwiejsza do wykonania. W czasie treningów, po wykonaniu lotnej zmiany nóg w galopie, warto niezwłocznie zwolnić konia, co zapobiegnie przyzwyczajeniu się do przyspieszania lub wpadania zwierzaka w zdenerwowanie po zakończeniu tego manewru. Może nam w tym pomóc wykorzystanie płotu do zatrzymania wierzchowca zaraz po lotnej zmianie nóg dzięki czemu nie będziemy musieli szarpać za wodze. Celem naszym powinno być utrzymanie konia zrelaksowanego, ustawionego w naturalnej ramie. Craig pokreślił, że najładniejsze lotne zmiany w galopie to te, które nie zostały przez jeźdźców „podkreślone” w wykonaniu.
Tereny i zabawa
Jakkolwiek reining najczęściej kojarzony jest z płaskim podłożem, Parelli podważa świętą zasadę, że treningi koni odbywać się powinny na starannie utrzymanym padoku. W trakcie wyjazdów na otwartą przestrzeń, na „Scootish Hill” i „Schootish Mountain” Parrelli pokazywał, w jaki sposób wykorzystywać urozmaicenie terenów. Oddziaływanie grawitacji wielokrotnie zmuszało zwierzęta do mocnego zaangażowania zadów i użycia nóg do zatrzymania się przy stromych zjazdach i podjazdach.
W sytuacjach ekstremalnego wykorzystywania siły mięśni zadu konie nabywały doświadczenia związane z ustawieniem zadu, przydatne przy wykonywaniu na zawodach sliding stopów. Co więcej, dzięki wyjazdom w teren konie wzmacniają się nie tylko fizycznie ale także psychicznie, jak podkreślał Pat, co daje doskonałą okazję utrzymywania przez nie „ pozycji stop” bez nadwerężania ścięgien, wiązadeł, kości i stawów, co często się zdarza przy wielokrotnych powtórzeniach ćwiczeń na padoku.
Zjazdy na tylnych nogach koni przy zejściach z wniesień uczą jeźdźców, jak powinni prawidłowo siedzieć przy wykonywaniu stopów. Nie ma sposobu aby usiedzieć w z przechylonym do przodu ciałem, gdy koń podąża w dół stoku.
Wycieczki na otwartą przestrzeń wpływają relaksacyjnie zarówno na ludzi jak i na zwierzęta, bez utraty cennego czasu przeznaczonego na trening i ćwiczenia. Sam Johnson przyznaje, że od pewnego czasu szuka posiadłości do kupienia na wschód od Gainesville, gdzie można znaleźć bardzo ciekawe tereny, łącznie z uroczym „Scootish Hill”
Sesje przeznaczone dla młodych koni zostały również przewidziane w programie szkolenia Parelliego i Johnsona. Pat stosuje zabawy z delikatnym prowadzeniem na lince. Wszystko po to, aby zachęcić jeżdżących do pracy nad położeniem swojego ciała, kierowaniem, zmianami chodów i zatrzymaniami. Atrakcje te stanowiły zabawę dla jeźdźców i koni, skłaniając ich do zrelaksowania się i wzajemnej synchronizacji przy wykonywaniu kolejnego zadania.
Jak zwykle przy wprowadzaniu różnych innowacji młode konie wymusiły zmiany w ustawieniu planowanych ćwiczeń. Pat podkreśla, że chociaż konsekwencja wzmacnia zaufanie, to jednak musimy przyjąć, że niezaplanowane, odmienne zachowania koni są częścią życia.
Craig i Parelli stanowczo optują za stanowiskiem, że nawet w przypadku gdy chcemy osiągnąć wiele w sporcie, powinniśmy oprzeć swoją pracę z koniem na odczuciu przyjemności przez jeźdźca jak i jego wierzchowca. Dochodzenie do wyższego poziomu umiejętności jest wyzwaniem, lecz przede wszystkim nie może być ono frustrujące dla żadnej ze stron. Gdy rzeczy nie układają się po naszej myśli, wynika to w głównej mierze z braku przez nas wystarczającej wiedzy. Nie zlikwidujemy problemu używając więcej siły w stosunku do konia. To tak, jakbyśmy chcieli poprawić smak ciasta. Nie da się tego uzyskać używając kolejny raz w ten sam sposób wszystkich składników. Jedynie próby zmiany w recepturze ich proporcji może dać lepszy smak.
I dlatego Craig Johnson i Pat Pareli nadal będą eksperymentować w kierunku uzyskania lepszego deseru. Ich recepta na naturalny reining już teraz jest sadysfakcjonująco dobra.
Tłumaczenie: Ewa Marynowska
Lata wstecz, po obejrzeniu zmagania się Pata Parelliego z problematycznymi końmi, jego mentor Troy Henry powiedział Patowi, że nie ma on wystarczającego wyczucia do tego, aby nauczyć polną mysz wskakiwania do worka owsa. Henry uważał, że jeżeli Pat chciał zostać prawdziwym horseman’em, powinien zacząć zwracać większą uwagę na sposób myślenia i reagowania konia niż skupiać się na powielaniu błędów innych trenerów.
Henry osiągnął swój cel. Zawstydzony Parelli zaczął koncentrować się na rzeczywistych motywacjach koni oraz stosować psychologię ich zachowań, na korzyść swoją jak i zwierząt.
Dzisiaj Pat jest światowym liderem ruchu „natural horsemanship”. Aż do teraz ruch ten trzymał się z daleka od świata sportu konnego. Prawdopodobnie dlatego, że Pat nie stronił od stawiania zarzutów przemysłowi końskiemu, że zbytnio wykorzystuje młode konie, toleruje ostre wędzidła i ostre ostrogi w przypadkach, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli.
Wielokrotny mistrz świata I dwukrotny mistrz NRHA Craig Johnson nie był zbytnio zaskoczony przesłaniem metod Pata. Craig uważa, że sztandarowy program Parelliego tzw. „Siedem gier” jest podstawą, której potrzebuje każdy koń. Johnson chce dodać do tej podstawy swoją „nadbudowę” - finezję potrzebną koniom sportowym z najwyższej półki.
Obecnie ci dwaj trenerzy pracują nad stworzeniem jeszcze lepszej recepty na prowadzenie treningu koni reiningowych, recepty która będzie łączyła w sobie naturalne podejście bez stosowania daleko idących kompromisów związanych z wymaganiami sportu.
W czasie jednotygodniowych klinik zorganizowanych w poprzednim lipcu na rancho Parelliego w Pagosa Springs w Kolorado, we dwóch wzajemnie dzielili się filozofią i technikami mającymi na celu wzmocnienie ufności u koni przejawiających z jednej strony spokój, z drugiej entuzjazm. Oczywiście krótki czas trwania klinik nie wyczerpał w całości założeń programu, ale przynajmniej pozwolił zorientować się uczestnikom w kierunku wspólnych zamierzeń trenerów.
Siedem gier
Chociaż większość reinerów spieszy się, aby jak najszybciej wsiąść w siodło, Parelli twierdzi, że o wiele więcej osiągnęliby oni poprzez stosowanie pracy z koniem z ziemi przez 10-15 min (lub więcej) przed wejściem na siodło. Zauważa on, że jeźdźcy często tracą najbardziej wydajną część treningu, dlatego że wolą przegalopować konia zamiast zapoznać go z nowym elementem. Według Parelliego konie, tak jak ludzie, uczą się najwięcej gdy są wypoczęte. Woli on utrzymać u konia naturalną energię i ciekawość zamiast starać się stępić jego zmysły. Więc zamiast przegalopowywać konia aż do zmęczenia, Parelli proponuje zastosować pracę z ziemi, jako sposób na niwelowanie przejawów nieposłuszeństwa na korzyść skupienia uwagi konia na prowadzącym.
W rzeczywistości Pat uważa pracę z ziemi jako zabawę z wyznaczonym celem. Podobnie jak każdy nauczyciel dzieci, stosuje on gry w celu umilenia koniom nauki. Zamierzeniem jest, aby koń zaczął myśleć zamiast reagować odruchowo. Nawet typowa praca w round-penie z nadpobudliwymi końmi w jedynym celu uwolnienia ich energii może paradoksalnie spowodować, że konie będą w efekcie spięte i gotowe do podjęcia walki – ostrzega Parelli.
Parelli wprowadził proste, opisowe nazwy poszczególnych etapów pracy z ziemi: Friendly Game , Porcupine Game, Driving Game, Yo-Yo Game, Circling Game, Sideways Game i Squeeze Game. Stosowane przez niego ćwiczenia mają na celu zbudowanie szacunku, wzajemnego zaufania i reaktywności pomiędzy koniem a człowiekiem.
Konie nie są jedyne, które osiągają korzyści z prowadzenia wspomnianych powyżej gier. Dla jeźdźców stosowanie gier często daje w efekcie lepsze zrozumienie mowy ciała konia, nacisku, ustępowania i poruszania się różnych części końskiego ciała. „Siedem gier” wpływa relaksująco na konie. Również pomaga im się skoncentrować na prowadzącym, a człowiekowi daje możliwość kontrolowania stanu psychiki konia oraz kształtować nastrój, reakcje oraz respekt u zwierzęcia. Według Parelliego „Siedem gier” na nowo zdefiniowało relacje pomiędzy człowiekiem a koniem, zmieniając je z relacji: drapieżca – zdobycz na relacje partnerskie. Żartuje on wspominając, jak sam był “profesjonalnym drapieżcą” kiedy występował publicznie jako trener, stosując przy tym taktyki zastraszenia. Drapieżcy, jak zauważa Parelli, nie starają się wypracować zaufania w stosunku do zdobyczy.
Świadectwem lepszych efektów osiągniętej przez stosowanie pracy z ziemi niech będzie przykład kilku koni biorących udział w klinice, które dzięki stosowaniu gier oraz osiągnięciu jedności z prowadzącym, były w stanie wykonać sliding stop’y, roll-back’i i inne manewry, przy wykonywaniu kłusa „at liberty” obok właścicieli.
Johnson także zauważył poprawę efektów swojego programu, po tym jak Bruce Logan, istruktor metod Parelliego, przebywał ponad rok na ranczu Craiga w Gainsville w Teksasie. Bruse stosował metodę „Siedmiu gier” w stosunku do wszystkich dwuletnich koni Craiga. Johnson odnotował, że dwulatki nie tylko są dzięki temu bardziej ufne i odczuwają większy respekt w stosunku do linki, ale także wykazują większy postęp w opanowywaniu podstawowych umiejętności, potrzebnych później do treningu reiningowego. Craig przyznaje, że pozytywną stroną tych metod jest zmniejszenie stresu zarówno fizycznego jak i psychicznego, również wzmocnienie u koni pozytywnych skojarzeń dotyczących startów w zawodach.
Problem „Micro-Managementu”
W ocenie „reinerów” konkurencja reining wymaga generalnie więcej niż tylko opanowanie nastroju konia. Typowe podejście jeźdźców nakazuje sądzić, że „koń myślący” oznacza dla nich wyłącznie kłopoty. Lepiej będzie, gdy koń podporządkuje się całkowicie jeźdźcowi, a ten ostatni będzie zarządzał każdym ruchem konia.
Problemem tego typu myślenia, według Craiga i Pata, jest to, że nie przewiduje ono miejsca na szacunek dla końskim talentów i inteligencji. Johnson i Parelli wolą podkreślić wspaniałą naturę koni poprzez podniesienie ich, w trakcie treningów, do roli partnerów człowieka.
Craig stara się celowo wzmacniać u swoich koni umiejętność wzięcia odpowiedzialności za postępy w treningu. Chciałby, aby konie swoim zachowaniem ułatwiały mu pracę. Im lepiej konie rozumieją czego się od nich wymaga, tym słabiej efekt przejazdów zależy od ścisłej kontroli przez jeźdźca wykonania każdego elementu manewru.
Weźmy pod uwagę te zalety. Nawet gdy jeździec przez moment jest zdekoncentrowany, koń wie co ma robić i jak to ma robić. Znacznie lepiej jest gdy zarówno koń jak i jeździec wiedzą co chcą osiągnąć i jak to mogą zrobić.
Johnson doskonale wie o tym, że najtrudniejszą sprawą dla wielu jeźdźców jest rezygnacja z tego swoistego „micro-managmentu”. Problem związany z „micro-mamgmentem” wiąże się przede wszystkim z tym, że koń nie uczy się brać odpowiedzialności za swoje działania. Jak tylko jeździec zaprzestaje wydawać polecenia, koń czuje się zagubiony w zaistniałej sytuacji. Gdy koń jest poddawany ciągłej kontroli, jego przejazdy tracą na płynności oraz na uroku. Przez to przejazdy nie osiągają najwyższych not w ocenach sędziów.
Siła naturalności
Craig bazuje w treningach na sprawdzonej zasadzie, że konie zdecydowanie powinny umieć doprowadzić do końca to, co się z nimi zaczęło cwiczyć. Przykładowo, jeżeli Johnson prosi młodegokonia, aby wykonał wolny galop po małym kole, oczekuje od konia utrzymania zadanego tempa galopu, aż do czasu gdy Craig wyda inne polecenie.
Oczywiście to zadanie w wykonaniu niedoświadczonych koni może odbiegać od oczekiwanego wzorca. Craig pozwala aby nieuniknione błędy ujawniły się zanim przejdzie z danym koniem do dalszych ćwiczeń i trudniejszych zadań. W konsekwencji Craig nie sprzeciwia się np. wpadaniu łopatek konia, ponieważ sprzeciw taki w młodym koniu wyrabiałby tylko poczucie zależności.
Błędy pojawiają się w trakcie procesu uczenia się konia lub człowieka. Kiedy koń popełnia jakiś błąd, Craig używa wodzy, nóg lub ciężaru ciała aby zmienić kierunek jego ruchu. W ten sposób pozostawia koniowi możliwość powtórzenia wykonania zadania. Przez takie działanie koń sam zaczyna odkrywać co jest złe a co dobre w jego zachowaniu, w związku z oczekiwaniami jeźdźca. Przez to koń przekonuje się, że system, stosowany względem niego, jest jak najbardziej „fair”. Gdy koń wychodzi na jazdę, powinien mieć świadomość, że jest w gruncie rzeczy pozostawiony samemu. I wszystko w porządku. Craig nazywa to „siłą natury”. Ponieważ nie stosuje on metod „szczegółowego zarządzania” zachowaniem konia, Johnson od razu widzi na czym zwierzę koncentruje swoją uwagę. Czy koń jest skupiony na wykonywanych kołach czy wyłącznie kombinuje jak uciec z areny? Czy zachowuje się jakby był sterowany autopilotem, czy raczej oczekuje sygnałów od ręki jeźdźca? Czy jest gotowy, aby samemu podjąć ciężar prowadzenia przejazdu lub czy usztywnia się albo próbuje się bronić przed stosowaniem pomocy przez człowieka?
Craig zauważa, że stan pyska konia łatwo daje nam pogląd co się dzieje z pozostałą częścią jego ciała. Gdy odczuwamy opór w pysku, oznacza to że koń jest usztywniony lub niewłaściwie ustawiony. Trzeba wtedy popracować nad rozluźnieniem ciała konia, które po pewnym czasie pozwoli uzyskać także miękkość w pysku.
Z czasem u konia wzmacnia się pewność siebie. Koń czuje się coraz bardziej bezpieczny w trakcie wykonywanej pracy. Konia cechuje pewność i spokój w trakcie występów. Wtedy możemy mówić o finezji takich przejazdów.
Aby myśleć o wzmocnieniu partnerskich relacji z koniem jeździec powinien rozwijać umiejętność własnej kontroli oraz dyscypliny, korygując konia gdy tylko jest to konieczne i tak długo jak jest to niezbędne.
W czasie kliniki słuchacze mieli możliwość sprawdzić powyższe teorie w praktyce. Poproszono ich na początku w trakcie wykonywania kół w kłusie lub galopie, aby trzymali ręce złożone jakby do modlitwy nad szyją koni ( z wodzami przełożonymi za nadgarstki). Korekcje mogły być robione wyłącznie przez przesunięcie ręki w prawo lub w lewo przy zachowaniu zasady, że ręka wraca do środka tak szybko jak tylko jest to możliwe.
Ponieważ jeźdźcy nie mogli przytrzymywać wodzy, prowadzenie konia uzależnione było wyłącznie od położenia ciała i stanu umysłu. Każdy z ćwiczących miał za zadanie myśleć „do przodu” i patrzeć do przodu ( za pomocą oczu, ramion, brzucha i nóg) oraz nauczyć ufać swojemu koniowi i wierzyć że będzie podążać w określonym przez jeźdźca kierunku. Ku zaskoczeniu wszystkie plastikowe krzesła użyte wówczas jako markery do znaczenia kół pozostały nietknięte przez przechodzące konie.
Punkt X w kołach
Teorię „siły natury” można odpowiednio zastosować przy nauce spinów. Także tutaj koń powinien „zakończyć” to co zadał mu jeździec. W przypadkach, gdy jeździec na siłę próbuje pchać, ciągnąć lub szturchać konia wodzami, próbując skłonić go do obrotu – wykonywany obrót jest niezmiernie wolny, niezręczny i ciężki.
Swobodny obrót wymaga, aby koń poruszał się z lekkością i był samo -zmotywowany. W takim razie przy nauce wykonywania spinów Craig postanowił wykorzystać proste ćwiczenie, które nazwał „ Punkt X w kołach”. Celem tego ćwiczenia jest skłonienie konia, aby przeniósł ciężar ciała na nogę, wokół której będzie się kręcić oraz aby sam wykonał obrót.
Na początek Johnson z koniem stępuje lub kłusuje, wykonując bardzo ciasne koła wokół abstrakcyjnego punktu X. Ma to na celu ustabilizowania kierunku i wzmocnienia ruchu konia do przodu. Następnie skłania konia do ruchu po spirali do wewnątrz, aby na koniec skłonić go do obrotu przodem wokół zadu w obranym wcześniej punkcie X.
Craig używa wodzy delikatnie w momencie rozpoczęcia wykonywania obrotu kierując wewnętrzną wodzą nos konia w kierunku obrotu. Następnie stosuje nacisk zewnętrzną wodzą na szyję konia, aby odpowiednio ustawić łopatki i przednią nogę konia.
W trakcie wykonywania lub inicjowania wykonywania jakiegokolwiek manewru, Craig traktuje wewnętrzną wodzę jako „wodzę mentalną” a zewnętrzną wodzę jako „wodzę fizyczną”. Oznacza to, że wodza wewnętrzna pokazuje kierunek, w którym koń powinien patrzeć, a zewnętrzna wodza wysyła fizycznie sygnały, jakiego kierunku ruchu oczekuje jeździec. Johnson pomaga sobie niekiedy delikatnie uderzając zewnętrzną nogą, jeżeli jest taka potrzeba.
Ważną rzeczą w ćwiczeniu pt. „Punkt X” jest to, aby jeździec pamiętał o zaprzestaniu stosowania nacisku, jak tylko koń rozpocznie wykonywanie obrotu. Na początku koń, po zaprzestaniu stosowania nacisku, zapewne będzie starać się iść do przodu lub odejść w bok. Nie jest to problem. Johnson w takich sytuacjach pozwala zwierzęciu przejść kilka kroków, obiera następnie nowy punkt X i ponownie próbuje skłonić konia do wykonania obrotu.
Johnson nie zadowala się sytuacją, gdy koń wykonuje obrót wokół własnej osi zamiast kręcić się na zadzie. W takim przypadku natychmiast rozpoczyna wykonanie z koniem obrotu jeszcze raz. W ten sposób koń rozumie, że łatwiej i wygodniej jest pilnowanie obrotu na zadzie niż przesuwanie zadu. Postępując w podobny sposób dochodzimy do sytuacji, w której realizowana jest zasada wykonania przez konia coraz bardziej skomplikowanych ewolucji przy coraz słabszym użyciu zachęcających sygnałów ze strony jeźdźca.
Gdy koń wykonuje obrót na zadzie, pozostając we właściwej pozycji, jeździec może przystąpić do zachęcenia zwierzaka do zwiększenia prędkości wykonywania zwrotu, poprzez cmokanie, wykonywanie kłusa do wewnątrz kół oraz poprzez stosowanie rytmicznego nacisku zewnętrzną nogą.
Craig przypomina, aby cały czas przyświecał nam cel: „jak najsłabiej zamiast jak najmocniej”. Przerzuca on w stosowanych metodach więcej odpowiedzialności na konia zamiast na człowieka. Konie Johnsona uczą się, że im dalej będą stawiać nogi w bok, tym szybciej będą poruszać się przy wykonywaniu zwrotu. Co jest zgodne z oczekiwaniami trenera.
Spiny z pomocą „carrot stick”
Studenci na kursach Parelliego mają do dyspozycji dodatkową pomoc, jaką jest „carrot stick” – sztywny pomarańczowy przyrząd o długości 4 stóp ( ok. 122 cm), podobny w wyglądzie do palcata używanego w dresażu. „Carrot stick” słuzy jako pomoc przy wysyłaniu sygnałów, ustawieniu i prowadzeniu konia. Jest przedłużeniem ciała jeźdźca. Pat podkreśla zawsze, że użycie „carrot stick” nie jest tożsame z użyciem palcata.
Przy właściwym zastosowaniu, przy nauce wykonywania spinów, „carrot stick” pomaga skłonić konia do przesunięcia przodu ciała wokół jego zadu. Działa w miejsce zewnętrznej wodzy bez konieczności zastosowania jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Oczywiście w pierwszej kolejności powinniśmy zapoznać konia z „carrot stick” - jako przyrządem, który nie powinien być źródłem strachu. Zgodnie z programem Pata, zapoznanie z „carrot stick” odnajdujemy w fazie „Friendly Game”.
Pat przypomina studentom, że przy nauce spinów jak i innych manewrów nie powinno się zapominać o fazach nacisku: 1, 2 i 4 : ( 1 faza nacisk za pomocą rąk, 2 faza nacisku za pomocą nóg, 4 faza nacisku za pomocą „carrot stick”). W przypadku jeżdżących w ostrogach, użycie ostrogi powinno być substytutem użycia „carrot stick”.
Efektywność wspomnianych zasad stosowania nacisku będzie zależeć od miejsca, gdzie ten nacisk został zastosowany oraz jak był stosowany. Czasami skuteczny jest jednostajny kontakt, innym razem przerywany (czasami do „carrot stick” doczepiany jest rzucający się w oczy gałganek lub plastikowa torebka, aby lepiej zmotywować ociężałego w ruchach konia).
Na wyższych poziomach kursu studenci Pata stosują cienkie paski plastikowe, podobne do tych stosowanych do wiązania toreb na śmieci. Używają ich do przywiązywania wodzy do wędzidła. Paski te służą do mierzenia ile powinno się stosować nacisku na konia. Gdy jeździec zbyt mocno pociągnie za wodze, paski pękają.
Pat zawsze interesuje się przyczynami rozerwania pasków. Zwykle argumenty podawane przez delikwenta wywołują dyskusję na temat co mógłby w swoim zachowaniu zmienić. Jest to bardzo skuteczna forma przypominania studentom o konieczności wysyłania zwierzęciu delikatnych sygnałów oraz poszukiwania innych sposobów osiągnięcia zamierzonych celów zamiast mocniejszego ciągnięcia za wodze.
Skrzynka z pytaniami
W każdym z patternów reiningowych największa ilość manewrów odbywa się na środku areny: zagalopowania, zmiany lotne, zmiany szybkości, zatrzymania, lewe spiny, prawe spiny. Jednak manewry te nie są wykonywane w tej samej sekwencji czy przy tej samej szybkości. Craig i Pat nazwali środek areny „Skrzynką z pytaniami” ( „Question box”)
W reiningu w centrum areny w głowie konia nie powinny jawić się pytania co będzie się działo dalej. Gdy jeździec nie uważa w trakcie przejazdu, „Skrzynka z pytaniami” staje się źródłem niepokoju zwierzęcia. Gdy wodze są gwałtownie zaciągane, ostrogi zbyt gwałtownie używane – środek areny zaczyna w umyśle konia rodzić negatywne skojarzenia.
Johnson podkreśla, że jeźdźcy, w trakcie stosowanych ćwiczeń, powinni skoncentrować się na zapewnieniu koniowi na środku areny poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Powinni stosować liczne zatrzymania oraz pozwalać swoim koniom zrelaksować się i zaczerpnąć powietrza.
Dobrze jest ćwiczyć spiny oraz zmiany lotne w galopie także w innych miejscach, co zapobiegać będzie na przyszłość antycypacji manewrów oraz zdenerwowaniu zwierzaka. Także na zawodach w trakcie przejazdu kiedy zawodnik jest zdenerwowany, wysyłane przez niego sygnały nie powinny wprowadzać konia w stan znurzenia lub zniechęcenia.
Crag zauważa, że najlepiej jest zwolnić lub przyspieszyć przed wjazdem lub po przejeździe przez obszar nazwanego „Skrzynką z pytaniami” , niż wysyłać zwierzęciu sygnały bezpośrednio w środku areny. Jest to dobry sposób, aby nauczyć konia zwracać szczególną uwagę na sygnały jeźdźca, gdy zbliża się do środka areny. Staramy się, aby przez czas przejazdu koń wysyłał do nas ustawiczne pytanie „co robimy dalej?”
Podobnie zawodnik powinien umieć zaplanować ruch wystarczająco naprzód, a w ten sposób móc pozytywnie i we właściwym czasie odpowiedzieć na pytania konia. Czy konkretny koń potrzebuje jedną ósmą czy jedną czwartą koła do całkowitego zwolnienia tempa?
Lotna zmiana nóg
W czasie kliniki studenci byli bardzo zainteresowani sposobami poprawienia wykonywania lotnych zmian w galopie. Zarówno Parelli jaki Johnson zgodzili się z tym, że lotna zmiana nóg jest znacznie większym problemem mentalnym dla jeźdźców niż fizycznym problemem dla przygotowanych atletycznie koni.
W celu zredukowania blokad w psychice ludzi, Pat posługuje się przykładem psa boksera, aby właściwie zobrazować słuchaczom prawidłową pracę nóg konia w trakcie galopu. Chcąc zrozumieć dynamikę zmiany nóg w galopie, warto bliżej przyjrzeć się jak pies przechodzi z lewej na prawą stronę i z powrotem gdy bawi się torebką. Najpierw delikatnie opuszcza się na tyle, łączy przednie łapy na chwilę, a dopiero później puszcza się do przodu rozpoczynając bieg z przeciwnej strony. Ustawienie ciała psa oraz jego utrzymanie odgrywa kolosalną rolę. Dzięki temu pies nie traci rytmu i za każdym razem dosięga torebki.
Podobnie jak bokser, koń wykonuje zmianę nogi kierunkowej w trakcie fazy lotu. Dlatego też przy lotnej zmianie jeźdźcy powinni cały czas starać się obciążać tył konia zamiast przechylać się do przodu. W ten sposób nie przeszkadzają zwierzęciu w zachowaniu równowagi oraz nie stają na przeszkodzie w odpowiednim podniesieniu przodu konia. Żeby uczniowie mogli lepiej zrozumieć o co chodzi w lotnych zmianach Parelli prosi ich, aby przeprowadzili konie galopem nad drągiem. Parelli demonstruje na przykładzie własnej klaczy jak konie naturalnie potrafią zmieniać nogi w galopie, gdy przeskakują nad niskimi obiektami. Warto także patrzeć, gdy Parelli prosi konie o zmianę nóg w galopie w trakcie pracy z nimi z ziemi, na 22- stopowej linie. Łatwiej wtedy jest uzyskać zmianę u koni nóg w galopie, gdy lina nie jest napięta.
Johnson podzielił się również swoimi wspomnieniami dotyczącymi wcześniejszych jego problemów z lotną zmianą nóg. Przed swoimi pierwszymi poważnymi zawodami był bardzo zestresowany koniecznością wykonania lotnej zmiany, z uwagi na wcześniejsze niepowodzenia w tym względzie. Postanowił po prostu zignorować obowiązek wykonania tego manewru. Miał nadzieje, że prześlizgnie się obok problemu. Jednak świadomość swoich ogromnych braków w powyższym temacie w porównaniu z dobrym wykonywaniem innych manewrów nie pozwoliła Craigowi spokojnie spać po nocach.
Dla własnego spokoju postanowił dokładnie rozpracować lotne zmiany nóg. I tego dokonał. Obecnie każdego dnia Jonson wykonuje na treningach lotne zmiany. Dzięki czemu nie są one dla niego problemem, a wręcz przeciwnie – cenną umiejetnością.
Craig i Pat przytaczają liczne rady, jak ulepszać wykonanie lotnych zmian nóg. Przede wszystkim lotne zmiany nóg powinny być traktowane przez nas podobnie, jak zwykłe zmiany w galopie, bez stosowania zbędnych zatrzymań. Najpierw warto upewnić się, że koń dobrze wykonuje zwykłe zmiany w galopie. Ważne, aby przez cały czas koń pozostawał miękki i przepuszczalny na wodzach oraz reagował z łatwością na pomoce. Jeżeli zwierzę pozostaje spięte, nie ma szans na uzyskanie od niego lotnej zmiany w galopie na nasze żądanie. Tak samo ważne jest, aby lotnych zmian w galopie nie łączyć ze zmianą kierunku. Dlatego też prosimy konia o wykonanie tego manewru wtedy tylko, gdy zwierzę galopuje wyprostowane. W takiej pozycji zmiana lotna jest dla niego łatwiejsza do wykonania. W czasie treningów, po wykonaniu lotnej zmiany nóg w galopie, warto niezwłocznie zwolnić konia, co zapobiegnie przyzwyczajeniu się do przyspieszania lub wpadania zwierzaka w zdenerwowanie po zakończeniu tego manewru. Może nam w tym pomóc wykorzystanie płotu do zatrzymania wierzchowca zaraz po lotnej zmianie nóg dzięki czemu nie będziemy musieli szarpać za wodze. Celem naszym powinno być utrzymanie konia zrelaksowanego, ustawionego w naturalnej ramie. Craig pokreślił, że najładniejsze lotne zmiany w galopie to te, które nie zostały przez jeźdźców „podkreślone” w wykonaniu.
Tereny i zabawa
Jakkolwiek reining najczęściej kojarzony jest z płaskim podłożem, Parelli podważa świętą zasadę, że treningi koni odbywać się powinny na starannie utrzymanym padoku. W trakcie wyjazdów na otwartą przestrzeń, na „Scootish Hill” i „Schootish Mountain” Parrelli pokazywał, w jaki sposób wykorzystywać urozmaicenie terenów. Oddziaływanie grawitacji wielokrotnie zmuszało zwierzęta do mocnego zaangażowania zadów i użycia nóg do zatrzymania się przy stromych zjazdach i podjazdach.
W sytuacjach ekstremalnego wykorzystywania siły mięśni zadu konie nabywały doświadczenia związane z ustawieniem zadu, przydatne przy wykonywaniu na zawodach sliding stopów. Co więcej, dzięki wyjazdom w teren konie wzmacniają się nie tylko fizycznie ale także psychicznie, jak podkreślał Pat, co daje doskonałą okazję utrzymywania przez nie „ pozycji stop” bez nadwerężania ścięgien, wiązadeł, kości i stawów, co często się zdarza przy wielokrotnych powtórzeniach ćwiczeń na padoku.
Zjazdy na tylnych nogach koni przy zejściach z wniesień uczą jeźdźców, jak powinni prawidłowo siedzieć przy wykonywaniu stopów. Nie ma sposobu aby usiedzieć w z przechylonym do przodu ciałem, gdy koń podąża w dół stoku.
Wycieczki na otwartą przestrzeń wpływają relaksacyjnie zarówno na ludzi jak i na zwierzęta, bez utraty cennego czasu przeznaczonego na trening i ćwiczenia. Sam Johnson przyznaje, że od pewnego czasu szuka posiadłości do kupienia na wschód od Gainesville, gdzie można znaleźć bardzo ciekawe tereny, łącznie z uroczym „Scootish Hill”
Sesje przeznaczone dla młodych koni zostały również przewidziane w programie szkolenia Parelliego i Johnsona. Pat stosuje zabawy z delikatnym prowadzeniem na lince. Wszystko po to, aby zachęcić jeżdżących do pracy nad położeniem swojego ciała, kierowaniem, zmianami chodów i zatrzymaniami. Atrakcje te stanowiły zabawę dla jeźdźców i koni, skłaniając ich do zrelaksowania się i wzajemnej synchronizacji przy wykonywaniu kolejnego zadania.
Jak zwykle przy wprowadzaniu różnych innowacji młode konie wymusiły zmiany w ustawieniu planowanych ćwiczeń. Pat podkreśla, że chociaż konsekwencja wzmacnia zaufanie, to jednak musimy przyjąć, że niezaplanowane, odmienne zachowania koni są częścią życia.
Craig i Parelli stanowczo optują za stanowiskiem, że nawet w przypadku gdy chcemy osiągnąć wiele w sporcie, powinniśmy oprzeć swoją pracę z koniem na odczuciu przyjemności przez jeźdźca jak i jego wierzchowca. Dochodzenie do wyższego poziomu umiejętności jest wyzwaniem, lecz przede wszystkim nie może być ono frustrujące dla żadnej ze stron. Gdy rzeczy nie układają się po naszej myśli, wynika to w głównej mierze z braku przez nas wystarczającej wiedzy. Nie zlikwidujemy problemu używając więcej siły w stosunku do konia. To tak, jakbyśmy chcieli poprawić smak ciasta. Nie da się tego uzyskać używając kolejny raz w ten sam sposób wszystkich składników. Jedynie próby zmiany w recepturze ich proporcji może dać lepszy smak.
I dlatego Craig Johnson i Pat Pareli nadal będą eksperymentować w kierunku uzyskania lepszego deseru. Ich recepta na naturalny reining już teraz jest sadysfakcjonująco dobra.
Tłumaczenie: Ewa Marynowska
Dodano: 2005-06-22 22:32:06
Komentarze
wtorek 28 czerwca 2005, 21:04
Dziękujemy EWO !!!!!!
wtorek 28 czerwca 2005, 21:04
Dziękujemy EWO !!!!!!
środa 29 czerwca 2005, 09:47
Ze swojej strony bardzo dziękuję Gieronimo za jej pomoc techniczną przy tłumaczeniu tekstu!!!!! Bardzo mi ułatwiła pracę ...
Pozdrawiam
Pozdrawiam
środa 29 czerwca 2005, 13:40
dziękuję damarino :)
cieszę się, że artykuł nie odszedł w zapomnienie, bo wydaje mi się, że rzuca trochę inne światło na sportową jazdę - jak widać natural z wielkim powodzeniem można łączyć - Craig jest tutaj niepodważalnym dowodem :)
cieszę się, że artykuł nie odszedł w zapomnienie, bo wydaje mi się, że rzuca trochę inne światło na sportową jazdę - jak widać natural z wielkim powodzeniem można łączyć - Craig jest tutaj niepodważalnym dowodem :)
środa 29 czerwca 2005, 14:39
Kasiu
Dziękuję za link do tak interesującego artykułu. Tłumaczyłam go z dużą ciekawością .... :-)
POzdrawiam
Dziękuję za link do tak interesującego artykułu. Tłumaczyłam go z dużą ciekawością .... :-)
POzdrawiam
sobota 2 lipca 2005, 10:46
znakomity artykuł,,prosimy o więcej :))))
TomCrow
TomCrow
piątek 29 lipca 2005, 03:20
Thx Ewa!!...świetny text.....
Prosze o kolejny!!
Prosze o kolejny!!
Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników
klacz: Poco Night Mist RR
cena: 10 000,00 zł
ogier: Tonto Showman Smart
cena: do uzgodnienia
klacz: PRINCESS JACS BAR
cena: do uzgodnienia
klacz: Bacardi Pink
cena: do uzgodnienia
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08


