
Jack Ingram - "Goodnight Moon"
G.Owen / W.Kimbrough
Dziś proponuję Wam jedną z piękniejszych znanych mi ballad-kołysanek. To jedna z ulubionych piosenek mojej żony – zawsze słuchamy jej na koniec jednego z tych wieczorów (a może raczej już poranków) spędzanych przy dobrym winie i muzyce country. Polecam szczególnie zakochanym, wrażliwym cowboyom – jeśli Wasza wybranka nie zmięknie po przyzwoitym odegraniu i odśpiewaniu tego utworu, to sprawa jest jasna - raczej z nią coś nie tak :).
Na temat historii tej piosenki najlepiej chyba wypowie się sam..... Jack Ingram:
„Kiedy ukazała się płyta „Livin’ or Dyin” byliśmy w trasie z Toddem Sniderem, a Will Kimbrough był gitarzystą w zespole Todda. Podczas wieczorów spędzanych w hotelu, gdy robiło się późno, Will grał tę piosenkę jakby chcą dać nam znać, że czas kończyć imprezę. Jakieś trzy lata później po prostu chwyciłem gitarę, zacząłem ją grać i już wiedziałem, że to jest to , mimo że nigdy nie widziałem słów, a samą piosenkę słyszałem zaledwie kilka razy. Zagrałem ją na koniec naszego występu i uznałem, że to będzie utwór kończący nasz następny album („Electric”, Sony Music Entertainment Inc. 2002). Kiedy skończyłem i wsłuchiwałem się w nią, ona rozpłynęła się w ciemnościach i zabrała mnie do miejsca, do którego czasami można muzycznie dotrzeć, a które jest naprawdę kojące....”
Piosenka technicznie nie jest zbyt wymagająca, wiec nie powinna sprawić Wam wiele kłopotu. Grajcie palcami lub „hybrydpicking” (czyli basy kostką, a wioliny palcami) – najlepiej brzmi jednak fingerpicking czyli same paluszki. Gramy wyraźnie akcentując kciukiem najniższy dźwięk akordu (czyli pusta struna D przy akordzie D-dur, pusta A przy akordzie A-dur itd.). Trochę trudniej zaśpiewać linię wokalną, zwłaszcza gdy nie ma się, tak jak ja, zbyt dużego talentu do śpiewania. Do nauki polecam wersję koncertową, graną tylko z gitarą akustyczną – jeśli nie nagraliście na magnetowidzie Mrągowa 2002, to popytajcie przyjaciół, może pożyczą Wam taśmę video. Jeśli nikt tego nie ma, to „szarpnijcie się” na płytę „Electric” Ingrama. Polecam, tak jak i poprzednie jego wydawnictwa, wszystkim fanom dobrego south-rockowego grania, mocno tkwiącego korzeniami w country. Zaparłem się na „wypromowanie” Ingrama, więc niedługo recenzje z jego płyt – będę Was gorąco namawiał do posłuchania tego sympatycznego Teksańczyka.
OK, Ladies and Gentlemen, Please Welcome Mister Jack Ingram!
Na temat historii tej piosenki najlepiej chyba wypowie się sam..... Jack Ingram:
„Kiedy ukazała się płyta „Livin’ or Dyin” byliśmy w trasie z Toddem Sniderem, a Will Kimbrough był gitarzystą w zespole Todda. Podczas wieczorów spędzanych w hotelu, gdy robiło się późno, Will grał tę piosenkę jakby chcą dać nam znać, że czas kończyć imprezę. Jakieś trzy lata później po prostu chwyciłem gitarę, zacząłem ją grać i już wiedziałem, że to jest to , mimo że nigdy nie widziałem słów, a samą piosenkę słyszałem zaledwie kilka razy. Zagrałem ją na koniec naszego występu i uznałem, że to będzie utwór kończący nasz następny album („Electric”, Sony Music Entertainment Inc. 2002). Kiedy skończyłem i wsłuchiwałem się w nią, ona rozpłynęła się w ciemnościach i zabrała mnie do miejsca, do którego czasami można muzycznie dotrzeć, a które jest naprawdę kojące....”
Piosenka technicznie nie jest zbyt wymagająca, wiec nie powinna sprawić Wam wiele kłopotu. Grajcie palcami lub „hybrydpicking” (czyli basy kostką, a wioliny palcami) – najlepiej brzmi jednak fingerpicking czyli same paluszki. Gramy wyraźnie akcentując kciukiem najniższy dźwięk akordu (czyli pusta struna D przy akordzie D-dur, pusta A przy akordzie A-dur itd.). Trochę trudniej zaśpiewać linię wokalną, zwłaszcza gdy nie ma się, tak jak ja, zbyt dużego talentu do śpiewania. Do nauki polecam wersję koncertową, graną tylko z gitarą akustyczną – jeśli nie nagraliście na magnetowidzie Mrągowa 2002, to popytajcie przyjaciół, może pożyczą Wam taśmę video. Jeśli nikt tego nie ma, to „szarpnijcie się” na płytę „Electric” Ingrama. Polecam, tak jak i poprzednie jego wydawnictwa, wszystkim fanom dobrego south-rockowego grania, mocno tkwiącego korzeniami w country. Zaparłem się na „wypromowanie” Ingrama, więc niedługo recenzje z jego płyt – będę Was gorąco namawiał do posłuchania tego sympatycznego Teksańczyka.
OK, Ladies and Gentlemen, Please Welcome Mister Jack Ingram!
Dodano: 2003-10-05 07:54:18
Komentarze
Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników
ogier: Frortynic Olena
cena: do uzgodnienia
ogier: Poco Jolly Jumper
cena: do uzgodnienia
ogier: Alamo
cena: 1 600,00 zł
klacz: PRINCESS JACS BAR
cena: do uzgodnienia
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08







