szukaj

Historia | Hodowla | Rozmaitości | Trening | Wywiady | Pielęgnacja |

IV Polska Gala Country

Gliwice, 26 kwiecień 2003 r.

Tekst: Piotr Obraniak, Zdjęcia: Wioletta Obraniak
Zdarzyło Wam się kiedyś wracać z jakiegoś wydarzenia i przez całą drogę uśmiechać się do siebie na samo wspomnienie tego, co stało się Waszym udziałem? Jeśli tak, to wiecie już, jak wyglądała Wioli i moja podróż powrotna z Gliwic do Słupska. Mam nadzieję, że Czytelników, którzy razem z nami wzięli udział w IV Gali Country w Gliwicach te wspomnienia przeniosą w niedaleką przeszłość i wywołają uśmiech wspomnień. Wszystkich, którzy nie byli wierzę, że zachęci do wzięcia udziału w innych tegorocznych imprezach countrowych - wszak Gala stanowi nieoficjalne rozpoczęcie sezonu countrowego.

Jak sama nazwa mówi, Gala organizowana jest już po raz czwarty i stanowi swoiste podsumowanie wydarzeń countrowych minionego roku. W trakcie koncertów galowych odbywa się wręczanie nagród w plebiscycie organizowanym przez Tygodnik "Dyliżans" redagowany przez Maćka Świątka - jedyne czasopismo regularnie informujące i komentujące wszystko, co ważne w światowej i polskiej muzyce country.

Do Gliwic dotarliśmy w Sobotę, "w samo południe". Dzięki pomocy nieocenionego Tadeusza Chlabicza, właściciela kultowego już warszawskiego Country-Clubu "Oczko" (niedawno przemianowanego na "Chlabiczówkę") pokój mieliśmy już zarezerwowany. Gościny artystom i słuchaczom Gali użyczył Hotel "Diament" w centrum Gliwic, jeden ze sponsorów Gali. Po krótkich przygotowaniach wsunęliśmy na głowy kapelusze i udaliśmy się do słynnego pokoju 204, w którym po gorących powitaniach ze znanymi nam już i nowymi countrowymi przyjaciółmi nieoficjalnie rozpoczęliśmy tegoroczną Galę łykiem "wyciągu", tajemniczej substancji o piorunującym działaniu. Tak wzmocnieni udaliśmy się całą ekipą w kierunku gliwickiego Teatru Muzycznego.

Po krótkim spacerze, podczas którego wzbudzaliśmy naszymi strojami niejaką sensację na gliwickich ulicach, znaleźliśmy się przed wejściem do teatru. Powitała nas specjalnie przygotowana brama wejściowa, która oczywiście stała się scenerią dla pamiątkowych fotografii.

Po jej przekroczeniu wpadliśmy w wir powitań, których opisanie zajęłoby wiele stron, więc szczegóły pominiemy. Warto jedynie wspomnieć szok, który przeżyliśmy na widok naszego serdecznego Przyjaciela Jurka Polska Południowa (znanego także pod wiele mówiącym nickiem "Bourbon"), który pojawił się w...garniturze, białej koszuli i krawacie. Indagowany przez wszystkich niezmiennie odpowiadał, że po prosty chciał się......wyróżnić z kowbojskiego tłumu!

Tak czy owak, po serii okrzyków radości, przytuleń i całusów zaczęliśmy rozglądać się po okolicy czyli wnętrzach gliwickiego Teatru Muzycznego. W holu przy szatni stoisko z ubraniami i gadgetami westowymi mocno rozczarowuje - bardzo mały wybór, niektóre buty używane, generalnie nie udało nam się nic ciekawego nabyć. Cóż, trzeba zaczekać do Mrągowa. Jak głosił program Gali, w holu miała także odbywać się promocja naszych rodzimych zespołów country. No cóż, jeśli za taką należy uznać położenie na ladzie szatni dwóch plakatów to promocja się odbyła. Nie pierwszy raz narzekam na znikome zainteresowanie zespołów i ich managerów działaniami autopromocyjnymi. Niestety, tegoroczna Gala utwierdza mnie w tych narzekaniach.

Idziemy dalej, do stoiska BBZ, wydawcy wielu płyt wykonawców countrowych. Niestrudzona Bogusia Zimmer wraz z Kamilą proponują między innymi najnowszy singiel (?) z pięcioma utworami wykonanymi przez Honky Tonk Brothers. Oczywiście kupujemy (recenzja wkrótce!). Szkoda, że wybór płyt niezbyt okazały, znów trzeba czekać do mrągowskiego wydarzenia. Ale dobre i to, nasza wdzięczność dla Bogusi za jej działania na rzecz polskiego country pozostaje olbrzymia.

Wychodzimy na patio, gdzie do godziny 18:00 odbywać się będą występy zespołów country, które nie zdobyły laurów w tegorocznym plebiscycie Tygodnika "Dyliżans" i w związku z tym nie wystąpią na koncercie galowym w sali teatralnej. Wiola rozgrzewa swojego Nikona - wszystkie zdjęcia w tej relacji są jej autorstwa. Obok sceny zaplecze gastronomiczne, dbające o nasze ciała. Gwoli kronikarskiego obowiązku - piwo nadzwyczaj smaczne i tanie, strawa zupełnie odwrotnie. No, ale czas przejść do tego co widać i słychać było na otwartej scenie. Wykonawców zapowiadał Antoni Kreis, znany wykonawca, lider zespołu Whiskey River oraz działacz Stowarzyszenia Muzyki Country. Jesteśmy trochę spóźnieni, więc trafiamy prosto na występ najsłynniejszego polskiego "outlaw" czyli Jana Mansona z zespołem.

Jak zwykle, solidna dawka country-blues-rocka z korzeniami sięgającymi Lynyrd Skynyrd i brzmienia harleyowskiego silnika. Duży plus. Szkoda, że konsekwentnie zespół nie jest obecny na mrągowskim pikniku. Nie znam kulis tej sprawy, więc nie wiem czy jest to wybór samego Mansona czy też organizatorów pikniku. Jeśli to drugie a powodem jest niedostateczna "countrowość" tej muzyki, to z łatwością mogę wskazać wykonawców obecnych w Mrągowie a zdecydowanie luźniej związanych z czystym country.

Ponieważ część nieoficjalna jest z natury swojej...nieoficjalna, więc Wasz reporter przyznaje się bez bicia do opuszczenia kilku występów na rzecz integracji środowiskowej w zacisznej kawiarence teatralnej.

Dlatego też z występów na patio chciałbym jedynie wspomnieć o Grupie Furmana. Ta formacja znana jest dobrze fanom, dorobiła się także dwóch własnych płyt. Andrzej Trojak i jego zespół pracowali dotychczas nad brzmieniem eastern-bluegrass i, w połączeniu z interesującymi tekstami, dawało to ciekawe efekty. Podczas występu na patio zaproponowali coś nowego. Nie jestem pewien, czy mogę podjąć się próby określenia nowego oblicza zespołu. Przyznam jednak, że słuchając nowej wersji "Wieśniaka" nasunęło mi się dziwne połączenie - country-rap (sic!).
Wydaje się, że zespół próbuje zdecydowanie zmienić i unowocześnić graną przez siebie muzykę. Czy kierunek ten jest słuszny, przyszłość pokaże. Póki co, pewnym niezbyt miłym akcentem Grupa Furmana zapisała ten występ w pamięci fanów. Na prośbę o zagranie słynnej "ETZ-y" Andrzej Trojak rzucił do mikrofonu, że ETZ-a idzie już na śmietnik. Cóż, dziwię się Andrzejowi. Niewiele polskich zespołów country może poszczycić się przebojami tej miary, których publiczność głośno i dobitnie domaga się w trakcie koncertów. Gdyby The Rolling Stones dało koncert i zeszło ze sceny nie wykonawszy "Satisfaction", zostaliby prawdopodobnie zlinczowani a publiczność domagałaby się zwrotu pieniędzy za bilety. I biedacy łupią te trzy akordy od ponad trzydziestu lat. Chyba ten szacunek dla fanów jednak im się opłaca.

Na patio prezentowali się jeszcze: Whiskey River, Johny Walker Band, Rawa Country Band, Hello, Conner i Vermond City. Ponieważ jednak nie wysłuchałem ich występów we właściwym skupieniu od początku do końca, więc nie podejmuję się szerszego ich omówienia.

I tak słuchając muzyki i rozmawiając z przyjaciółmi dotarliśmy do mniej więcej (jako człowiek szczęśliwy nie noszę zegarka) 18:00 - godziny rozpoczęcia koncertu galowego. Z przyjemnością obserwowaliśmy zapełniającą się salę Teatru Muzycznego. Zgasły światła i zaczął się show. Ale jaki!!! Pomimo niezbyt szczęśliwej pracy akustyków i momentami trochę kontrowersyjnego prowadzenia spektaklu przez znanego wszystkim Korneliusza Pacudę (Drogi nam Wszystkim Kornelu - nigdy więcej polityki, PLEASE!!!) można spokojnie zakładać, że tegoroczna Gala stanie się poważnym pretendentem do miana wydarzenia roku w przyszłorocznym plebiscycie "Dyliżansu". I, jeśli wygra, być może zostanie laureatem kolejnej....Gali!

Cały (prawie) koncert galowy usłyszeć można w czterech częściach dzięki nadludzkim staraniom Mieczysława "Prokuratora" Witkowskiego, Zygmunta "Tequilla Sundown" Chojnackiego i Tadeusza Chlabicza na witrynie Polcountry w radio "Włóczęga Sieci"" (www.polcountry.medianet.pl/radio). Pozwólcie mi więc odejść od chronologicznego porządku i napisać nieco luźniejsze spostrzeżenia.

HONKY TONK BROTHERS

Niewątpliwie wielcy wygrani 2002 roku i tego wydarzenia. Zespół w krótkim czasie zakwalifikował się do topowej czołówki naszych wykonawców. W pełni zgadzam się z Maćkiem Świątkiem (koniecznie zajrzyjcie na stronę SMC i przeczytajcie jego świetną recenzję Gali w 322 numerze "Dyliżansu"), że takiego współbrzmienia męskich głosów jak w "Thank God for the Radio" dawno nikt nie słyszał - coś niesamowitego! Zespół grał na scenie Teatru Muzycznego króciutko ale świetnie. Aż szkoda, że akustykom nie udał się nagłośnić skrzypiec przez cały pierwszy utwór. Ale dalej było już wspaniale. Zespół, poza brzmieniem i doborem repertuaru, bardzo pozytywnie zaskakuje image’em scenicznym. Więcej o HTB w dalszej części relacji. Teraz powiem tylko jedno - jako jedyny laureat tegorocznej Gali Honky Tonk Brothers (& Sister, jak często dodają w imię nie zapominania o wspaniałej skrzypaczce) otrzymali owacje na stojąco. To świadczy o klasie zespołu, ale też, co trafnie zauważył Robert Rybczyński, stanowi kredyt zaufania i zobowiązuje zespół do wytężonej pracy. Czekamy i mamy nadzieję, że kredyt zostanie spłacony z lichwiarskimi procentami, ku uciesze wszystkich fanów country w naszym kraju.

TOMASZ SZWED

Niestety, wielki obecny-nieobecny tej Gali. Obecny, bowiem jego płyta "Tam jeszcze jest dobrze" otrzymała tytuł albumu roku 2002. Nieobecny, bowiem w ostatniej chwili musiał wyjechać na koncert do USA i nie mógł w Gliwicach wystąpić. W związku z tym, już po Gali, Medman zaproponował, aby całą przyszłoroczną Galę po prostu urządzić w.....Nashville! Słyszałem, że niektórzy już rozpoczęli starania o wizy...

KASIA BOCHENEK & BLACK HORSE

Piosenka roku czyli "Najprostsza jest droga do domu" okazała się szczęśliwa trzykrotnie - wygrała plebiscyt "Piosenka Drogi" podczas zeszłorocznego Mrągowa, otrzymała "Złotego Trucka" od "Polskiego Trakera" i została wybrana piosenką roku 2002 wg czytelników "Dyliżansu". Przysłuchując się występowi Kasi i zespołu miałem dziwne uczucie. Niby wszystko jest OK - chwytliwe piosenki, bardzo dobry muzycznie zespół, przesympatyczna wykonawczyni z naprawdę dobrym głosem, a czegoś mi brakuje. Może to po prostu nie to country, które lubię najbardziej...?
Na pewno namawiałbym Kasię do popracowania nad image'em scenicznym i wyjścia z czerni charakterystycznej raczej dla piosenki aktorskiej na rzecz czegoś nieco bardziej widowiskowego. Niewątpliwie należy jednak zauważyć, że odmiana country prezentowana przez Kasię Bochenek ma duże szanse na zawładnięcie nie-countrową publicznością (dowodem mrągowski plebiscyt audiotele i sms) i za to należą się brawa.

ALA BONCOL, KASIA SZUBARTOWSKA I SONIA LELEK (KOPECKA) CZYLI TERCET DAM oraz SONIA LELEK (KOPECKA) solo

Nooo, to już niezwykła uczta dla uszu! Trójgłos usłyszeliśmy w trakcie zeszłorocznego widowiska "Nocny Pociąg do Memphis". Już wtedy wszystkim dech zaparło, ale niewątpliwie sala Teatru Muzycznego wzmogła to wrażenie i dołożyła do niego efekt ciarek biegających po plecach. Moim skromnym zdaniem, oryginał z płyty "O Brother, where art thou?" został przez nasze Damy skutecznie zdetronizowany. Niesamowity, gospelowy sound! Jeżeli ktoś szybko zdecyduje się wydać to, choćby na singlu, to gwarantuję, że każdy z uczestników Gali nie będzie się zastanawiał nawet sekundy i namówi jeszcze wielu swoich znajomych. Cieszymy się bardzo, że Ala Boncol doszła już do formy głosowej po przebytych zabiegach lekarskich - dzięki temu występ gliwicki na pewno wszystkim zapadnie na długo w pamięci.
Sonia Lelek (Kopecka) otrzymała również zasłużoną nagrodę w kategorii "Nowy głos". Wierzymy, że oderwanie pępowiny i porzucenie "głosów harmonicznych" na rzecz śpiewania pełnym głosem da nam wszystkim już niedługo wiele radości. Mamy też nadzieję, że niezwykłe wibracje tego wieczoru odpowiednio ukształtują , już w łonie Mamy, gusta muzyczne potomka Państwa Kopeckich - trzymamy kciuki!

JANUSZ TYTMAN

Zaczynam się poważnie bać, że wirtuozeria Janusza może stać się zbyt wysoką poprzeczka dla wielu innych instrumentalistów. Janusz i jego mandolina wraz ze świetną sekcją rytmiczną zaproponowali nam bardzo ciekawą mieszankę country, jazzu i....kto wie czego jeszcze. Duża klasa, dodatkowo potwierdzona w nocnej części imprezy.

MICHAŁ MILOWICZ

Laureat nagrody "Bez granic" przyznawanej artystom nie-countrowym, których dokonania przypadły do gustu countrowej publiczności.
Michał nagrodę tą zawdzięcza swojemu występowi w trakcie zeszłorocznego Pikniku w Mrągowie - wówczas uczestniczył w widowisku poświęconym pamięci Elvisa Presleya, a także zaprezentował samodzielny recital oparty o piosenki "Króla". Po występie na Gali mam dwojakie odczucia - bardzo skrajne. Z jednej strony nie mogę zrozumieć, dlaczego występ Michała Milowicza był najdłuższym występem na Gali. Mam niejasne odczucia, że chcąc Michałowi pomóc robi mu się mimowolnie krzywdę. Bo, prawdę mówiąc, rzesza fanów country przyjeżdżając z odległych nieraz stron na jeden countrowy wieczór czeka przede wszystkim na muzykę....country. Michał, po wykonaniu kilku piosenek Elvisa, udał się do garderoby, by po przebraniu się wystąpić ponownie, tym razem promując utwory ze swojej, odległej od country, płyty. W efekcie mocno zaludniło się patio - po prostu część publiczności potraktowała ten fakt jako zaproszenie do zrobienia sobie krótkiej przerwy. I chyba niedobrze się stało jak się stało. Piszę tak dlatego, że osobiście uważam sposób, w jaki Michał Milowicz interpretuje Presleya za.....świetny!
Jest on z pewnością bardzo zdolnym artystą, świetnym estradowcem, obdarzonym dobrym, mocnym głosem. Dobór piosenek Króla rock'nrolla również bardzo dobry. Brakowało nieco zespołu za plecami artysty, ale Michał swoją energią sceniczną z dobrym powodzeniem starał się tę przestrzeń wypełnić. Myślę, że kończąc swój występ, Michał zdawał sobie sprawę z niezbyt szczęśliwego efektu wywołanego brakiem countrowego repertuaru. Obiecał bowiem, że na następne tego typu wydarzenie pojawi się z repertuarem country. Bardzo na to czekam, bo myślę, że przy dobrym repertuarze Michał Milowicz może okazać się czarnym koniem polskiego country.

STREFA COUNTRY

Z przyjemnością należy podkreślić obecność kategorii "Grupa taneczna" w ramach plebiscytów "Dyliżansu". Tancerze country, oprócz oczywiście ubarwiania występów muzyków, prezentują swoje bardzo wysokie umiejętności podczas samodzielnych występów, stanowiących niemałe wydarzenia artystyczne. Dlatego też cieszy, że ich trud i godziny spędzone w pocie czoła na próbach nie pozostają niezauważone. W tym roku nagroda przypadła "Strefie Country" prowadzonej przez Roberta Roswadowskiego, polskiego "guru" tańca country. Robert i jego zespół, choć w okrojonym składzie, pokazali nam....to, co zwykle. Czyli świetne, bardzo sprawnie, z wdziękiem i polotem zatańczone mini-widowisko. Nie obyło się bez solowego popisu Roberta "Long Boba" Roswadowskiego, którego pamiętamy przecież między innymi z głównej roli w widowisku "Ogień i dym" prezentowanym na mrągowskim Pikniku dwa lata temu. Szkoda tylko wielka, że tak mało mamy w Polsce zespołów tańczących country i chyba Robert nie czuje na karku nacisku konkurencji - a przecież nic tak nie uskrzydla!
Przy okazji warto zaznaczyć, że w trakcie koncertu występowała także czeska grupa taneczna "Caramella", bardzo ciepło przyjęta przez publiczność.

LONSTAR

Last but not least, główna nagroda w kategoriach: "Wokalista Roku","Artysta Roku" i "Wykonanie standardu" przypadła w udziale "żywej legendzie" polskiego country czyli Lonstarowi. Niewiele znam postaci równie charyzmatycznych i wybitnych. Michał Łuszczyński jest niewątpliwie absolutną klasą dla siebie i praktycznie trudno poddaje się plebiscytowym regułom. Wydaje się, że po prostu w plebiscycie "Dyliżansu" powinna znaleźć się kategoria "Lonstar", w której Michał miałby dożywotnie pierwsze miejsce. Jeśli pisze się o takim człowieku i artyście, to wręcz trudno napisać coś odkrywczego. Michał zaprezentował siebie i zespół na tradycyjnie bardzo wysokim poziomie. Pozwolę sobie więc na wyrażenie poważnego zniecierpliwienia - Michale, kiedy nowa płyta??? Wszyscy kochamy "Radio", "Ona i ja" czy lonstarowskie wykonania standardów, choćby ze świetnej płyty "Rio Bravo - piosenki drogi". Daliśmy temu również wyraz w nocnej części gliwickiego spotkania, o której za chwilę. Ale nie mamy zamiaru pozwolić Michałowi na przejście, wzorem Gartha Brooksa, na muzyczną "emeryturę". Chcemy nowych przebojów!

NOCNY POCIĄG DO MEMPHIS

Koncert galowy zakończył się przypomnieniem fragmentów widowiska "Nocny Pociąg do Memphis" - wielkiego hitu zeszłorocznego Mrągowa. Widowisko to, którego autorem jest Maciej Świątek, nawiązuje do słynnej płyty "O Brother, where art thou?" będącej soundtrackiem do filmu pod tym samym tytułem. Właściwie wszystko o "Nocnym Pociągu" zostało już chyba powiedziane i napisane - naprawdę dziwić się należy TVP, że wzdraga się przed intensywnym używaniem taśmy z zapisem tego wydarzenia. Takie rzeczy nie dzieją się często.

CIĄG DALSZY "GALI" CZYLI NOCNE JAM-SESSION W HOTELU "DIAMENT" W GLIWICACH

Gdzieś około 23:00 wydobyliśmy się z Teatru Muzycznego i, uskrzydleni pozdrowieniami od przejeżdżającego ulicą truckera, udaliśmy się w kierunku hotelu. Po krótkim pobycie w pokoju zbiegliśmy do restauracji "U Holendra" aby wziąć udział bankiecie. Okazało się to co najmniej trudne, gdyż liczba gości przekroczyła kilkakrotnie pojemność sali restauracyjnej. Od razu daliśmy więc sobie spokój z tak prozaicznym zajęciem jak jedzenie. Za to w przemiłym towarzystwie Magdy i Jacka z Krakowa, Medmana, Jacka Wieczorka, Tadzia Chlabowicza, Jurka i Irci oraz wielu innych countrowych przyjaciół uzupełnialiśmy braki kaloryczne przy pomocy substancji płynnych, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Dziać się zaś miało niemało - rozstawione w holu instrumenty zapowiadały interesujący wieczór. I tak też się stało. Gdzieś między północą a pierwszą w nocy rozpoczął się chyba 3-godzinny jam-session wiedziony wprawną ręką (ami) Honky Tonk Brothers. Wśród gości, którzy dołączyli w trakcie występu byli Jacek Wieczorek i Krzysztof Romaniszyn.
Na gitarze gościnnie (miejmy nadzieję, że w przyszłości na stałe) zagrał Tomek Ślotala - nooo, czegoś takiego dawno nie słyszałem! Fenomenalna technika countrowa i wyśmienity feeling. Gdy później pojawił się Janusz Tytman i jego cudowna mandolina, nasze uszy mogły już tylko chłonąć kaskadę wspaniałych dźwięków. Ale przez historię i współczesność muzyki country wiodły nas przede wszystkim głosy Marcina i Roberta Rybczyńskich, wspomagane przez wspomnianych, będących w wyśmienitej formie, Jacka i Krzysia oraz Kasię Szubartowską.
Wszyscy oczywiście dokładaliśmy, nie zawsze składne, głosy harmoniczne, tańczyliśmy i klaskaliśmy zapamiętale. Kulminacją tej muzycznej fety, przerywanej jedynie krótkimi wypadami do słynnego pokoju 204 w celu pobrania leków wzmacniających (mhmm, "Chlabiczówka"....), było zaproszenie do wspólnego jamowania Michała "Lonstara". Michał szczęśliwie nie dał się długo prosić, gitarę przejął Mirek "Bora" Borkowski i.....wzruszeniom nie było końca. Było i "Radio", i "Ona i ja", i "Knocking on Heaven's Door" i wiele, wiele przebojów, bez których świat byłby inny. Gdzieś tak po trzeciej nad ranem sprzęt umilkł, a my delektowaliśmy się dwugłosem (a czasami wielogłosem, gdy dołączali inni) Jacka Wieczorka i Kasi Szubartowskiej - absolutnie fantastycznych a capella w nieoficjalnej zabawie pt. "A to pamiętasz?". I tak rozmawiając i ciesząc się niezwykłością tego wieczoru, gdzieś "O piątej nad ranem" udaliśmy się na krótki sen.

Potem już tylko śniadanko, pożegnania i podróż. A że ta ostatnia nieco trwała, mieliśmy okazję, oprócz wspomnianego uśmiechania się, spróbować gorącego podsumowania Gali. I tutaj, w dużym już skrócie, plusy i minusy tego wydarzenia:

PLUSY:

* bardzo wysoki poziom artystyczny
* niesamowicie ciepła i przyjazna atmosfera wśród fanów i wykonawców
* bardzo dobra organizacja (z małymi wyjątkami, np. brak przerw w trakcie koncertu galowego)

MINUSY:

* skromna oferta towarzysząca występom
* średnia praca akustyków
* nieobecność Tomka Szweda

Tak szczerze....nie zwracajcie zbytniej uwagi na te minusy (z wyjątkiem braku Tomka). W żadnym stopniu nie są one w stanie przyćmić doniosłości wydarzenia. Serdecznie dziękujemy Pani Prezes Stowarzyszenia Muzyki Country Halinie Romaniszyn oraz wszystkim Organizatorom i Sponsorom Gali za stworzenie warunków, w których mogło zakwitnąć to, co w muzyce country najwspanialsze. To była niezwykle udana impreza.
Dodano: 2003-04-28 23:07:04

Komentarze

Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników

klacz: CL SMOOTH N SILENT

cena: 16 000,00 zł

ogier: Frortynic Olena

cena: do uzgodnienia

klacz: Playin Lena Power

cena: 16 000,00 zł

klacz: April MS Charlie

cena: 30 000,00 zł
dzisiaj, 16:01
Mężczyzna
dzisiaj, 15:48
Kobieta
dzisiaj, 15:39
Kobieta
dzisiaj, 15:39
Kobieta
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08
dzisiaj, 15:00
Kobieta
dzisiaj, 14:15
Mężczyzna
projekt i realizacja: Digital Mind