
Konkurencja WESTERN PLEASURE
Historia i teraźniejszość – w raporcie Jennifer Forsberg Meyer
Konkurencja western pleasure przeszła długą drogę od czasów koni - apatycznych, anorektycznych „dziadków do orzechów”, lecz wiele nadal jest do zrobienia. Wiele wysiłku włożono w celu wyklarowania zasad tej konkurencji. Czy przyszłość oznaczać będzie sukces?
Westarn pleasure jest osobliwym zjawiskiem. Niektórzy, przyglądając się zawodom rozgrywanym na najwyższym poziomie, stwierdzają, że konie wyglądają i poruszają się lepiej niż kiedykolwiek. Inni, patrząc na występy w trakcie tych samych zawodów, spostrzegają że chody koni wykonywane są nadzwyczajnie wolno a same zwierzęta kroczą w nienaturalnej pozie.
Z jakich przyczyn bierze się taka różnica poglądów?
POCZĄTKI
Konkurencja western pleasure miała stać się okazją do pokazania dobrze ujeżdżonych koni, które wygodnie nosiły na grzbiecie jeźdźców, jadąc po obu stronach areny, zarówno w stępie, kłusie jak i galopie. Głowa konia ustawiona była w naturalny sposób, zgodny z jego budową. Sam sposób chodzenia konia nie był wtedy najważniejszy. W przeciwieństwie do jego uległości i ogólnego wrażenia, jakie koń wywierał na sędziów. Jeżeli tylko właściwie odpowiadał na sygnały zawodnika i wyglądał na takiego, na którego grzbiecie jeździ się wygodnie, miał duże szanse wygrać zawody.
Pierwsze zmiany w podejściu do konkurencji pojawiły się na początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Zawodnicy postawili na wysoką specjalizację w western pleasure, a za tym poszły lukratywne nagrody.
„Zawody „Texas Classic” oferowały za pierwsze miejsce 50.000 dolarów. To więcej niż można było uzyskać startując w reiningu” – twierdzi Troy Compton, jeździec i trener wielokrotnych mistrzów świata w western pleasure. Mając w perspektywie tak wysokie wygrane trenerzy i zawodnicy dokładali wszelkich sił aby z dobrego uczynić lepsze. Do tego doszło kilka bardzo dobrych koni pleżerowych, szczególnie po Zippo Pine Bar, które potrafiły pięknie poruszać się przy całkowitej kontroli prędkości.
„Ludzie na widowni zauważali, że nagradzane są konie, które najwolniej poruszały się po arenie.” – wspomina Dale Livingston, sędzia i trener wielokrotnych mistrzów świata w tej konkurencji – „Po pewnym czasie trenerzy zaczęli przywiązywać bardzo dużą uwagę do chodu, aby uzyskać najwolniejsze konie w trakcie przejazdów”. Wpływ na konkurencję miała także wielkość areny.
„Na środkowym zachodzie USA zawody w tej konkurencji były i są bardzo licznie obsadzone. Przeprowadza się je zazwyczaj w hali.” – takie są spostrzeżenia Steve Heckmanna, sędziego i utytułowanego trenera – „Przy, powiedzmy 25 startujących na małej arenie, żaden z nich nie chciał opuścić swojej pozycji w szeregu i przejechać obok innego zawodnika. Woleli już zrezygnować z wydatniejszego ruchu i balansowania na koniu.”
Sama konkurencja poszła w kierunku, zgodnie z zasadą „jeżeli przejaw jakiegoś zachowania jest dobry, to wzmacniając to zachowanie polepszamy ocenę”. Trenerzy zaczęli ekstremalnie dążyć do uzyskania od koni niewiarygodnie wolnych chodów przy luźnych wodzach. Zaczęto opuszczać koniom głowy. Zwierzęta przy tym wyglądały jakby były zagłodzone lub zastraszone. Pojawiły się niepokojące informacje o okrutnych praktykach, jak puszczanie krwi lub „wieszanie” koni, aby je osłabić i uzyskać bardziej „okrągłą” postawę.
DOJŚCIE DO DNA
W połowie lat 80-tych konkurencja osiągnęła dno. Widownia na ogromnych zawodach „Reno Livestok Events” oglądała przejazdy wychudłych, wlokących się wokół areny dwulatków. Zawody były częścią największej imprezy western pleasure na Zachodnim Wybrzeżu – „Spectacular”. Jeden z koni wyróżniał się na tle pozostałych swoim jeszcze bardziej „osłabionym” wyglądem. Będąc wśród pozostałych koni w linii, koń ten stał na ugiętych nogach, trzymał głowę opuszczoną niemal do ziemi, a uszy zwisały mu po bokach. I koń ten wygrał zawody.
Do końca lat 80-tych konie pleżerowe, z nosami przy ziemi, określano mianem „dziadków do orzechów”, co miało zdecydowanie negatywny oddźwięk.
„Wywołało to gorącą dyskusję w ramach AQHA” – wspomina Compton – „Niskie ustawienie głowy konia nie wyglądało dobrze. Ale gdy ktokolwiek myślał o zwycięstwie, musiał wymagać od zwierzęcia takiego ustawienia głowy. Wszyscy tak robili – to był trend powszechny.”
W 1991 r. AQHA wydało nowe przepisy, zgodnie z którymi zabronione było zbyt niskie lub ustawienie głowy konia. Podobnie ustawienie głowy przed linią pionową. Nazwane zostały „zasadą pięciu kroków” , dlatego że uszy konia nie mogły być opuszczone dłużej niż w czasie wykonywania przez niego pięciu kroków. Inne zmiany przepisów miały przeciwstawić się zbyt wolnym chodom oraz ogólnemu wrażeniu wyczerpania zwierzęcia.
„Ponownie głowy koni podniosły się, lecz tym razem straciła wydajność ruchu nóg.” – jak twierdzi Compton – „Wszyscy podziwiali u koni niskie podnoszenie nóg, niemal zamiatanie podłoża. Trenerzy zaczęli dążyć do skracania kroków, aby utrzymać wolne tempo ruchu.”
Problemem było to, że ludzie uważali powolność ruchu za cel w samym sobie, kosztem jego prawidłowości i piękna. Modne stały się przejazdy na luźnych wodzach, dlatego też zawodnicy nauczyli się, bez dotykania wodzy, powodować koniem poruszającym się bardzo wolno po arenie.
Zaczęto stosować charakterystyczne sygnały: sygnał zatrzymania się lub zwolnienia chodu przez użycie odpowiedniego nacisku ostrogą oraz przesuniecie zadu konia do środka (zbytnie przesunięcie zadu do środka w trakcie galopu powodowało przełamanie ustawienia przodu konia w stosunku do kierunku ruchu).
Niepożądanym efektem zbyt wolnego galopu było osobliwe potrząsanie przez konia głową. Koń ratował się w ten sposób, utrzymując zadany chód bez pójścia zbytnio do przodu.
W roku 2000 i 2003 AQHA dokonało kolejnych zmian w przepisach, w celu rozwiązania problemu tempa i ruchu w trakcie przejazdów. Zaczęto karać zbytnie przesuniecie zadu do środka. Więcej, wprowadzono umiarkowane wydłużenie kłusa oraz galop z akcją na przodzie (dopuszczono tym samym bardziej energiczny galop). Dano tym samym zdecydowany sygnał, że ograniczenie prędkości nie powinno przyświecać tej konkurencji na przyszłość.
WZOCNIENIE POZYCJI NOWYCH METOD
Dokonane zmiany dotknęły sedna problemów, ale prawdziwe wyzwanie związane jest ze zmianą sposobu sędziowania, z przekonaniem sędziów do nowego spojrzenia. Obecnie wysiłki skupiają się właśnie na tym.
„Zgodnie z nowymi zasadami, które opierają się o rzeczywistość, w której nie każdy koń jest i nie będzie Michaelem Jordanem western pleasure – twierdzi Alex Ross, nagrodzony tytułem Proffesional Horseman of the Year 1998 – kluczem jest wymaganie w sposób odpowiedzialny od konia tego, do czego faktycznie jest gotowy. Poprzez wymaganie naturalnej prędkości, podobnie jak naturalnej postawy dajemy szansę większej liczbie koni osiągać sukcesy na zawodach.”
Nowy biuletyn AQHA promuje na zawodach umiarkowanie wydłużony kłus oraz wprowadza galop z ruchem do przodu i nie nakazuje karać koni wyprzedzających, jeżeli tylko zachowują ustalony rytm.
„Docelowo chcemy przekonać sędziów, a także zawodników, że nie każdy koń porusza się z tą samą prędkością – jedne będą trochę szybsze, inne wolniejsze – i to będzie jak najbardziej w porządku” – twierdzi June Warren – przewodniczący NSBA – „Uwagę należy zwrócić przede wszystkim na czystość ruchu”. „Największy błąd, który sędziowie mogą popełnić, to nie wspierać swoim autorytetem korzystnych zmian w tej konkurencji” – taką opinię wyraził Dale Livingston – „zmieniając przepisy daliśmy sędziom do ręki możliwość wywierania na zawodników presji w kierunku powrotu do naturalnych chodów koni.”
Na podstawie artykułu „For Pleasure’s Sake” autorstwa Jennifer Forsberg Meyer, opublikowanego w kwietniowym numerze „Horse&Rider”.
Westarn pleasure jest osobliwym zjawiskiem. Niektórzy, przyglądając się zawodom rozgrywanym na najwyższym poziomie, stwierdzają, że konie wyglądają i poruszają się lepiej niż kiedykolwiek. Inni, patrząc na występy w trakcie tych samych zawodów, spostrzegają że chody koni wykonywane są nadzwyczajnie wolno a same zwierzęta kroczą w nienaturalnej pozie.
Z jakich przyczyn bierze się taka różnica poglądów?
POCZĄTKI
Konkurencja western pleasure miała stać się okazją do pokazania dobrze ujeżdżonych koni, które wygodnie nosiły na grzbiecie jeźdźców, jadąc po obu stronach areny, zarówno w stępie, kłusie jak i galopie. Głowa konia ustawiona była w naturalny sposób, zgodny z jego budową. Sam sposób chodzenia konia nie był wtedy najważniejszy. W przeciwieństwie do jego uległości i ogólnego wrażenia, jakie koń wywierał na sędziów. Jeżeli tylko właściwie odpowiadał na sygnały zawodnika i wyglądał na takiego, na którego grzbiecie jeździ się wygodnie, miał duże szanse wygrać zawody.
Pierwsze zmiany w podejściu do konkurencji pojawiły się na początku lat 80-tych ubiegłego wieku. Zawodnicy postawili na wysoką specjalizację w western pleasure, a za tym poszły lukratywne nagrody.
„Zawody „Texas Classic” oferowały za pierwsze miejsce 50.000 dolarów. To więcej niż można było uzyskać startując w reiningu” – twierdzi Troy Compton, jeździec i trener wielokrotnych mistrzów świata w western pleasure. Mając w perspektywie tak wysokie wygrane trenerzy i zawodnicy dokładali wszelkich sił aby z dobrego uczynić lepsze. Do tego doszło kilka bardzo dobrych koni pleżerowych, szczególnie po Zippo Pine Bar, które potrafiły pięknie poruszać się przy całkowitej kontroli prędkości.
„Ludzie na widowni zauważali, że nagradzane są konie, które najwolniej poruszały się po arenie.” – wspomina Dale Livingston, sędzia i trener wielokrotnych mistrzów świata w tej konkurencji – „Po pewnym czasie trenerzy zaczęli przywiązywać bardzo dużą uwagę do chodu, aby uzyskać najwolniejsze konie w trakcie przejazdów”. Wpływ na konkurencję miała także wielkość areny.
„Na środkowym zachodzie USA zawody w tej konkurencji były i są bardzo licznie obsadzone. Przeprowadza się je zazwyczaj w hali.” – takie są spostrzeżenia Steve Heckmanna, sędziego i utytułowanego trenera – „Przy, powiedzmy 25 startujących na małej arenie, żaden z nich nie chciał opuścić swojej pozycji w szeregu i przejechać obok innego zawodnika. Woleli już zrezygnować z wydatniejszego ruchu i balansowania na koniu.”
Sama konkurencja poszła w kierunku, zgodnie z zasadą „jeżeli przejaw jakiegoś zachowania jest dobry, to wzmacniając to zachowanie polepszamy ocenę”. Trenerzy zaczęli ekstremalnie dążyć do uzyskania od koni niewiarygodnie wolnych chodów przy luźnych wodzach. Zaczęto opuszczać koniom głowy. Zwierzęta przy tym wyglądały jakby były zagłodzone lub zastraszone. Pojawiły się niepokojące informacje o okrutnych praktykach, jak puszczanie krwi lub „wieszanie” koni, aby je osłabić i uzyskać bardziej „okrągłą” postawę.
DOJŚCIE DO DNA
W połowie lat 80-tych konkurencja osiągnęła dno. Widownia na ogromnych zawodach „Reno Livestok Events” oglądała przejazdy wychudłych, wlokących się wokół areny dwulatków. Zawody były częścią największej imprezy western pleasure na Zachodnim Wybrzeżu – „Spectacular”. Jeden z koni wyróżniał się na tle pozostałych swoim jeszcze bardziej „osłabionym” wyglądem. Będąc wśród pozostałych koni w linii, koń ten stał na ugiętych nogach, trzymał głowę opuszczoną niemal do ziemi, a uszy zwisały mu po bokach. I koń ten wygrał zawody.
Do końca lat 80-tych konie pleżerowe, z nosami przy ziemi, określano mianem „dziadków do orzechów”, co miało zdecydowanie negatywny oddźwięk.
„Wywołało to gorącą dyskusję w ramach AQHA” – wspomina Compton – „Niskie ustawienie głowy konia nie wyglądało dobrze. Ale gdy ktokolwiek myślał o zwycięstwie, musiał wymagać od zwierzęcia takiego ustawienia głowy. Wszyscy tak robili – to był trend powszechny.”
W 1991 r. AQHA wydało nowe przepisy, zgodnie z którymi zabronione było zbyt niskie lub ustawienie głowy konia. Podobnie ustawienie głowy przed linią pionową. Nazwane zostały „zasadą pięciu kroków” , dlatego że uszy konia nie mogły być opuszczone dłużej niż w czasie wykonywania przez niego pięciu kroków. Inne zmiany przepisów miały przeciwstawić się zbyt wolnym chodom oraz ogólnemu wrażeniu wyczerpania zwierzęcia.
„Ponownie głowy koni podniosły się, lecz tym razem straciła wydajność ruchu nóg.” – jak twierdzi Compton – „Wszyscy podziwiali u koni niskie podnoszenie nóg, niemal zamiatanie podłoża. Trenerzy zaczęli dążyć do skracania kroków, aby utrzymać wolne tempo ruchu.”
Problemem było to, że ludzie uważali powolność ruchu za cel w samym sobie, kosztem jego prawidłowości i piękna. Modne stały się przejazdy na luźnych wodzach, dlatego też zawodnicy nauczyli się, bez dotykania wodzy, powodować koniem poruszającym się bardzo wolno po arenie.
Zaczęto stosować charakterystyczne sygnały: sygnał zatrzymania się lub zwolnienia chodu przez użycie odpowiedniego nacisku ostrogą oraz przesuniecie zadu konia do środka (zbytnie przesunięcie zadu do środka w trakcie galopu powodowało przełamanie ustawienia przodu konia w stosunku do kierunku ruchu).
Niepożądanym efektem zbyt wolnego galopu było osobliwe potrząsanie przez konia głową. Koń ratował się w ten sposób, utrzymując zadany chód bez pójścia zbytnio do przodu.
W roku 2000 i 2003 AQHA dokonało kolejnych zmian w przepisach, w celu rozwiązania problemu tempa i ruchu w trakcie przejazdów. Zaczęto karać zbytnie przesuniecie zadu do środka. Więcej, wprowadzono umiarkowane wydłużenie kłusa oraz galop z akcją na przodzie (dopuszczono tym samym bardziej energiczny galop). Dano tym samym zdecydowany sygnał, że ograniczenie prędkości nie powinno przyświecać tej konkurencji na przyszłość.
WZOCNIENIE POZYCJI NOWYCH METOD
Dokonane zmiany dotknęły sedna problemów, ale prawdziwe wyzwanie związane jest ze zmianą sposobu sędziowania, z przekonaniem sędziów do nowego spojrzenia. Obecnie wysiłki skupiają się właśnie na tym.
„Zgodnie z nowymi zasadami, które opierają się o rzeczywistość, w której nie każdy koń jest i nie będzie Michaelem Jordanem western pleasure – twierdzi Alex Ross, nagrodzony tytułem Proffesional Horseman of the Year 1998 – kluczem jest wymaganie w sposób odpowiedzialny od konia tego, do czego faktycznie jest gotowy. Poprzez wymaganie naturalnej prędkości, podobnie jak naturalnej postawy dajemy szansę większej liczbie koni osiągać sukcesy na zawodach.”
Nowy biuletyn AQHA promuje na zawodach umiarkowanie wydłużony kłus oraz wprowadza galop z ruchem do przodu i nie nakazuje karać koni wyprzedzających, jeżeli tylko zachowują ustalony rytm.
„Docelowo chcemy przekonać sędziów, a także zawodników, że nie każdy koń porusza się z tą samą prędkością – jedne będą trochę szybsze, inne wolniejsze – i to będzie jak najbardziej w porządku” – twierdzi June Warren – przewodniczący NSBA – „Uwagę należy zwrócić przede wszystkim na czystość ruchu”. „Największy błąd, który sędziowie mogą popełnić, to nie wspierać swoim autorytetem korzystnych zmian w tej konkurencji” – taką opinię wyraził Dale Livingston – „zmieniając przepisy daliśmy sędziom do ręki możliwość wywierania na zawodników presji w kierunku powrotu do naturalnych chodów koni.”
Na podstawie artykułu „For Pleasure’s Sake” autorstwa Jennifer Forsberg Meyer, opublikowanego w kwietniowym numerze „Horse&Rider”.
Dodano: 2005-05-13 20:28:24
Komentarze
sobota 14 maja 2005, 17:42
bardzo dobry artykuł,dziękuję serdecznie.
sobota 14 maja 2005, 21:17
Miło sie czyta..i tyle nowego mozna sie dowiedzieć..THX Damo!!
niedziela 15 maja 2005, 10:03
Swietny artykuł,,zobaczymy na najbliższych mistrzostwach jakie tendencje panują u nas :) Zwróciłem uwagę na pozycję jeźdźca na zdjęciu,,,linia prosta nie przechodzi przez ucho, biodro i piętę,,,,
TomCrow
TomCrow
niedziela 15 maja 2005, 12:07
Zajrzałem do dostępnego tutaj regulaminu. Jeśli sędziowie będą go stosować, to wszystko będzie dobrze, jeśli będą mieli jakieś swoje "tendencje", to będzie źle.
Dodawanie komentarzy dostępne jest wyłącznie dla zalogowanych użytkowników
klacz: Sweaty Chic Solano
cena: 9 000,00 zł
ogier: Alamo
cena: 1 600,00 zł
klacz: Poco Night Mist RR
cena: 10 000,00 zł
klacz: CL SMOOTH N SILENT
cena: 9 000,00 zł
dzisiaj, 15:19
dzisiaj, 15:08



